4 komentarze:

  1. Zgadzam się w bardzo wielu kwestiach: używanie rozumu do spraw przyziemnych jest jak dla mnie mało pasjonujące i ważne. Zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy całkiem błahe- jak wielu ludzi nie potrafi odróżnić byle gó..a od naprawdę ważnych problemów! Zastanawianie się pięć minut czy wziąć parasol jeżeli chmury są średnie, jaki autobus wybrać żeby zdążyć, obliczanie długości trasy tego autobusu z prawdopodobieństwem opóźnienia...Niektórzy tylko tym żyją i tylko tym zajmują mózg. Nie wytrzymuję z takimi ludźmi. Co to za różnica jak długo autobus będzie jechał? Hipis ma wręcz takie szczęście, ze jak nic nie planuje, zawsze zdąży. Wsiada do nieznanego sobie tramwaju i dojeżdża na dworzec w idealnym czasie. Co innego kiedy musisz zaplanować tygodniową wędrówkę dla kilku osób albo festiwal w swoim mieście. Paradoksem jest, że takie ważne sprawy są zazwyczaj o wiele mniej przemyślane i dezorganizacja wpycha się wszystkimi kątami.
    Jest wiele przyjemniejszych rzeczy do obmyślenia, np. częstotliwość występowania motywu ojca w dziełach sztuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś podejrzanie często się z sobą zgadzamy ostatnimi czasy :D
      I w tym momencie zaczęłam zastanawiać się, jakbym opracowała motyw ojca w kulturze, zadanie na wieczór! :)

      Usuń
  2. Coś w tym jest.
    Moim zdaniem myślenie abstrakcyjne jest pewnego rodzaju przywilejem człowieka - no i po coś się chyba w toku ewolucji wykształciło... A może jest ono skutkiem ubocznym jakichś zmian w mózgu? Ostatnio rozmawiałam ze znajomym psychiatrą na temat schizofrenii; według pewnej teorii schizofrenia jest ceną, którą płaci ludzkość za rozwój mowy. Choroba nie została zaobserwowana u zwierząt, więc próbowano ją łączyć z właściwymi człowiekowi umiejętnościami. O powinowactwo z ją jednostką chorobową "oskarżono" mowę...
    Widzę tu pewną analogię do opisanego przez Ciebie problemu. Myślenie, które ma nam pomagać, często nam szkodzi. Nie do końca wiem, jak nazwać owo "zwierzątko" (instynkt? Intuicja? Odruchy? Podświadomość? Głos serca?), ale fakt faktem, że często wie ono lepiej niż rozum, co w danym momencie jest dla nas właściwe. Dobrze, że potrafimy przewidywać różne sytuacje i przez to chronimy się przed niebezpieczeństwami, aczkolwiek zdecydowanie zbyt często okazuje się, że przesadziliśmy. Zamiast rozwiązać problem, doszukujemy się wszystkich pęknięć, przez które nasz plan może runąć. W skrócie - robimy z igły widły.
    Mam wrażenie, że nadmierne myślenie może generować niepotrzebne problemy i przez to wpływać na jakość naszej codziennej egzystencji. Chcecie przykładu? Wystarczy zimą spojrzeć na wszystkie metrowe dzieciaki śmigające na nartach "na wyczucie" i porównać je ze "sztywnymi" dorosłymi, którzy zamiast poczuć narty, rysują na białym śniegu wektory i tory ruchu.

    Podsumowując tę przydługaśną wypowiedź: Myśleć, Kocie, można - byle z umiarem. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz ja krótko, bo nie pozostaje nic do dodania: masz rację ;)

      Usuń