12 komentarzy:

  1. Czuję, że tkwię w tym pierwszy etapie o którym napisałaś. Może nie wyszedł jeszcze ze mnie "zahukany gimbus"?

    - http://dead-babydoll.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Klasa maturalna to okres, który wspominam najlepiej z całej swojej ścieżki edukacyjnej, choć ciągle ktoś rzucał nam przeszkody pod nogi i nie ułatwiał sprawy, to TAAAK, bardzo chciałabym przejść przez nią jeszcze raz. Najlepiej z aktualnym nastawieniem do poznawania świata, który wtedy dopiero kiełkował. Kocie, korzystaj i miej co przypominać sobie po latach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, szczerze mówią, to w pierwszej klasie też czułam się jeszcze strasznie gimbusiarsko, chociaż nigdy typowym gimbusem nie byłam. Ale ta gimbaza gdzieś tam tkwiła, ten najnudniejszy okres w życiu. Teraz, w drugiej klasie już z trudem przypominam sobie odczucia i myśli z gimnazjum, jestem od tego tak daleko, jakby nie minął rok a 10 lat. Więc widocznie poszło mi trochę szybciej niż ci :D Pewnie dlatego, że nie mam nic przeciwko robieniu z siebie głupa i wręcz specjalnie chwytam role komiczne, dobrze się w tym czuje- bardzo swobodnie, w końcu takie świry nie podlegają normalnym, ludzkim prawom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zawsze zazdroszczę takim świrom. Ja ilekroć pozwolę sobie na coś takiego, męczę się potem z poczuciem winy i jestem sama sobą zażenowana. Ale zaczynam łapać dystans :)
      Korzystaj z bycia w drugiej klasie, ja bym chętnie się jeszcze cofnęła :)

      Usuń
  4. Ech, nie zdążyłam zobic sobie kawy, za szybko czytam...:D
    Och, nawet ciekawie jest dowiedzieć się, że inni też mają takie problemy jak ty...
    A nawet bardziej, bo dla mnie punktem zwrotnym był pierwszy rok w liceum. Po prostu postanowiłam, idąc do nowej szkoły, że się zmienię. I nagle okazało się, że bardziej naturalną dla mnie skórą jest gadatliwy, wariacki Hipis w glanach niż spokojna, nieśmiała dziewczynka w warkoczu. O wiele bardziej naturalną. Ciągle brakuje mi pewności siebie, ale trzymam się prosto, szczególnie druga liceum to piękny rok (niech trwa, niech trwa...). Rok, w którym nawet ból ma jakiś inny smak.
    Kiedyś myślałam, że mnie nie da się lubić, a potem usłyszałam od kogoś, prosto w twarz że jestem fajna. To dopiero było dziwne. Potem usłyszałam, ze bardzo dużo znaczę w życiu kogoś innego. Zbieram wręcz takie słowa. To ciągle jest szok, że ktoś może mnie tak sam z siebie lubić :D I racja też, że trafiłam na wspaniałych, porąbanych ludzi w tym liceum, i chociaż ginę pod zwałami nauki, zaczynam wierzyć w siebie, nawet nie miałąm pojęcia, ile to dalej.
    Jak to glupio brzmi, gdy piszę dosłownie xD Muszę stworzyć z tego opowiadanie...

    Więc, jak towarzyski introwertyk towarzyskiemu introwertykowi życzę Ci dalszego łażenia tę ścieżką, która teraz Ci się podoba :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jestem kolekcjonerem komplementów i podobnie jak u Ciebie, każdy kolejny jest dla mnie szoczkiem. Jeszcze tylko muszę przestać tłumaczyć przed sobą, że tak naprawdę nic nie znaczą i są błahe i pewnie nieprawdziwe i zrobi się naprawdę fajne :)
      Również pozdrawiam i życzę, by ten piękny rok trwał w najlepsze :D

      Usuń
  5. "porzuciłaś wewnętrznego gimbusa"! ♥ :D no to gratuluję.. ludzi łatwiej jest do siebie zrazić niż odzyskać, więc gratuluję, że udało Ci się to w relatywnie krótkim czasie. podjęłaś dobre działania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Śledzę Twojego bloga od dłuższego czasu i przyznam szczerze, że lubiłam to, jak piszesz, ale zawsze odrzucał mnie właśnie ten mały, hejtujący ,,gimbus". A tym bardziej raziło mnie to w oczy, bo kiedyś też taka byłam i też minęło mi to dopiero jakoś pod koniec liceum. :) Mimo wszystko od jakiegoś czasu czytam ten blog z przyjemnością. Widać, że dojrzałaś.
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :)
      Tym bardziej, że pamiętam, jak to bywało rok, czy dwa lata temu. Tak, dojrzałam :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń