Lecz w rzeczy samej jest to tekst o tejże. Jak
wiecie, nie mam w zwyczaju pisywać recenzji, nie umiem i nie czuję się w tym.
Głównie dlatego, że najważniejsze są dla mnie takie strasznie subiektywne,
osobiste wrażenia, skojarzenia i wpływ, jaki dane dzieło na mnie wywarło - na
mnie wiele rzeczy wywiera bardzo wyraźny wpływ, jak może udało się wam już zauważyć.
Ciężko opowiadać mi o sprawach technicznych, analizować formę i rzucać
terminami, przez które kapcie wam spadną z nóg. Są jednak takie filmy, takie
zespoły i takie książki, o których nie mogę nie napisać. Teraz, kiedy
postanowiłam po raz drugi przeczytać wyżej wspomnianą książkę, czuję, że to
dobry moment.
Nie często do czegoś wracam. Jedyne książki, jakie
przeczytałam kilkukrotnie na różnych etapach swojego życia to „Alicja w Krainie
Czarów”, „Mały Książę”, no i właśnie „Jeśli zimową nocą podróżny” (in progress).
Planuję jeszcze przeczytać po raz drugi „Świat Zofii”, ale jest tyle bardziej naglących
lektur!
Powróćmy
do Calvina. To jeden z najważniejszych włoskich pisarzy XX wielu i jeden z
niewielu, których znam. Przeczytałam dotychczas cztery książki jego autorstwa,
czyli wszystkie, jakie udało mi się zdobyć w bibliotece. Na pozór nie mają cech
wspólnych. „Podróżny” jest metafikcją, inne dwie książki wariacjami na temat
historii: mamy Marco Polo, mamy średniowiecznego rycerza idealnego, jest też powieść
osadzona w realiach Włoch podczas II wojny światowej, skupiona na kreacji
dziecka wykluczonego spośród rówieśników i nie do końca przystającego jeszcze
do dziwaczej rzeczywistości dorosłych. Calvino – wiewiórka pióra. Piękne, nie?
Jeśli miałabym wybrać jedną książkę, którą mieliby
przeczytać wszyscy moi, byłby do zdecydowanie „Podróżny”. I tak, kazałam już wszystkim
to zrobić, z czym okrutnie zwlekają. Nie przesadzę, jeśli powiem, że pan
Calvino ma dzięki niej bardzo duży udział w tym, jaka teraz jestem. Była to
pierwsza książka, którą przeczytałam po OLiJP-ie i to od niej wszystko się
zaczęło: zaleganie w szkolnym kąciku czytelniczym, pisanie, zabawa słowami i…
praktycznie wszystkie zmiany, jakie zaszły w moim życiu od tamtego czasu. Czyli
opowieść o książkach, relacjach między autorem, narratorem, czytelnikiem,
Czytelnikiem, Czytelniczką i tłumaczem spowodowała również, że mam krótkie
włosy, przestałam nosić spodnie (no dobra, czasem mi się jeszcze zdarza…) i
zrezygnowałam ze zdawania matury rozszerzonej z matematyki. No i stałam się o
wiele lepszym, bardziej świadomym i wrażliwszym na literackie niuanse i kulturowe
odwołania czytelnikiem. Ładny efekt góry lodowej.
„Jeśli zimową nocą podróżny” to zdecydowanie
powieść-do-przeczytania i powieść-do-przeżycia. A właściwie jedenaście różnych
powieści. I jest ergodyczna – można ją czytać nieliniowo, pomijając co drugi
rozdział, można wybierać spośród wielu historii i czytać je jak niezakończone
opowiadania należące do wielu nurtów i stylów w literaturze. Jednakże ja nie skupiałabym
się zbytnio nad analizą tych parodii a niekiedy przeciwnie – literackich hołdów
złożonych innym twórcom, jak choćby Kafka, ale tym, co dzieje się w miarę lektury
z odbiorcą. Czytając powieść liniowo, zostajemy przez narratora zwodzeni – daje
nam okazję do utożsamienia się z bohaterem, by za chwilę zmienić perspektywę
lub przerwać akcję i wrzucić nas w zupełnie inne środowisko. Mnogość możliwości
odczytywania tego tekstu, podobnie, jak nawiązująca do hipertekstów gra „The
Stanley Parable” (o której też już miałam okazję tu pisać) udowadnia, że tak
naprawdę, cokolwiek zrobimy i na cokolwiek się zdecydujemy, nie możemy
przewidzieć, co stanie się dalej.
Książka poniewiera czytelnikiem (Czytelnikiem i Czytelniczką
też). A ja wysuwam stąd taki wniosek – czytaj, może trafisz na coś, co, mimo że
nie ukaże ci żadnej prawdy o świecie, zmieni twoje życie znacząco. I choć może
lepiej, by nie zmieniło go tak, jak „Buszujący w zbożu” w „Rozdziale 27” albo
jak książki w „Dzieciństwie wodza” Sartre’a, albo „Cierpienia młodego Wertera”
w życiu (bądź nieżyciu) wielu młodych ludzi w czasie jej wydania, ale spróbować warto. Prawda?
Szczere Kocisko
![]() |
| cytat życia! |



O, widzę, że nie tylko ja podkreślam cytaty w ksiażkach...
OdpowiedzUsuńO nie, bym przeczytała na pewno, ale obiecałam sobie, że jak skonczę "Paragraf 22" to wezme cos wesołego, diabelnie prostego i wesołego, bo zwariuję. Ja czytam i przeżywam książki za bardzo. Muszę je sobie dawkować.
Nie powiedziałaś dużo o "Jeśli..." ale to dosć dużo, żeby mnie zachęcić :D Poszukam jej po bibliotekach...
Mnie najbardziej zmieniały ksiażki, gdy byłam młodsza. Najpierw saga Szklarskiego o Tomku Wilmowskim, takie "podwaliny" osobowosci Hipisa, potem Trylogia Sienkiewiczowska, potem, juz w gimnazjum, Jacek Kaczmarski, poezja XX wieku, to wszystko, co pchnęło mnie na humanę. Dopiero w liceum zgłupiałąm i ksiażki juz na mnie tak nie działają...
pozdrawiam
<3 "Paragraf 22" też na liście moich ulubieńców, z Hellera polecam też "Bóg wie", ale uprzedzam, że gorzej się czyta.
UsuńTa książka jest z biblioteki i to ten sam egzemplarz, który czytałam po raz pierwszy. Już wtedy była po podkreślana i okraszona refleksjami poprzednich czytających, potem ja dodałam coś od siebie, w między czasie ktoś dodał jeszcze coś i znów trafiła do mnie, i znów mam co zaznaczać i co czytać na marginesach. Cudne, bo czuję się właśnie nie jak zwykły czytelnik, ale jak Czytelnik nawiązujący kontakt z innymi Czytelnikami. Prawie jak podręcznik Księcia Półkrwi w Harrym :D
I za to właśnie kocham książki z bibliotek, zawsze, oprócz treści książki, znajdziemy w niej coś, co zostawili po sobie poprzedni czytelnicy. To jest magiczne. Kiedyś znalazłam w czeluściach internetów blog, który zawierał skany/zdjęcia znalezionych cudeniek w książkach z bibliotek, coś cudownego!
UsuńPodrzucisz link? :)
UsuńPierwszy raz słyszę o tej książce, ale muszę przyznać, że jest już na mojej liście do-przeczytania! Uwielbiam książki, które zmieniają. Które zapadają w pamięć językiem, kreacją, teksturą, wielowarstwowością. Też rzadko wracam do książek (w końcu jest wiele innych na mojej liście, które chce przeczytać), ale są takie, do których wracam co jakiś czas, jak narkoman łaknący swojego (w tym wypadku czytelniczego) narkotyku. Nie ma nic lepszego niż to uczucie, gdy trzyma się w ręku książkę, która znaczy dla nas naprawdę niesamowicie dużo.
OdpowiedzUsuńW czytaniu już przeczytanych książek najbardziej lubię uczucie, kiedy trafiam na ukochany cytat. Magia! Też tak masz? :)
UsuńAkurat szukam czegoś do czytania! Czegoś odmiennego niż mój temat na olimpiadę...(Różewicz!!) Sądząc po wyglądzie książki, nie jest nowa ani znana = będzie w mojej bibliotece. Żadne nowości nie mają tam prawa wstępu, za to książki nigdy nie są wyrzucane, co pozwala natrafić na prawdziwe perełki typu Werter bez durnych przypisów dla uczniów.
OdpowiedzUsuńA już książka o książce...Tak to chyba trzeba rozumieć, wydaje mi się. Przeczytam i zobaczę, może coś się zmieni w mym skromnym żywocie :D przydałoby się, bo obecna postać zaczyna mi się trochę nudzić.
No tak, nie samym Różewiczem człowiek żyje, choć i ten jest cudowny :)
UsuńNaprawdę polecam, warto przeczytać, nawet jeśli nic by miała nie zmienić :)
Mam bardzo podobne uczucia w zakresie pisania recenzji, co zresztą też wiąże się z tym, że czyjeś wolne skojarzenia interesują mnie bardziej niż dogłębne analizy i jednoznaczne oceny typu dobre/niedobre (co zresztą bywa dla mnie problematyczne - niedługo będę musiała zaliczać taki przedmiot jak pisanie tekstu krytycznego, który takich właśnie tekstów ode mnie wymaga ;)). Jednak ludzie raczej niechętnie publikują teksty oparte na luźnych obserwacjach, prawdopodobnie nie chcą wyprodukować niezrozumiałego bełkotu, ale to jednak szkoda dla innych. Mamy w głowie wzorce, jak powinno się pisać i trzymamy się ich chyba zbyt kurczowo :)
OdpowiedzUsuńJa np. bardzo nie lubię jednoznacznego wartościowania, czy to w ocenie sztuki, czy zjawisk, czy ludzi. No dobra, w przypadku ludzi zdarzają się wyjątki, bo samej zdarza mi się ich osądzać... A wzorce - jeśli chodzi o pisanie, to są niezłym punktem wyjścia, tylko trzeba umieć je wykorzystywać i modyfikować, co wymaga wiedzy i kawałka wysiłku, na który niektórzy nie chcą się zdecydować, a szkoda ;)
Usuń