Wydaje mi się, że już o tym
wspominałam, ale nie lubię ludzi. Może nie wszystkich, może nie zawsze, ale najczęściej
nie lgnę do stada i nie wpadam w euforię, gdy na horyzoncie pojawiają się
majaki zwiastujące jakieś większe spotkanie. Czasami po prostu się ludzi
obawiam i nałogowo stawiam siebie w centrum wszechświata. Wtedy wydaje mi się,
że pani w sklepie czeka na moment, w którym będzie mogła mnie wyśmiać, bo nie
mogę się zdecydować, który batonik powinnam wybrać, a ludzie dookoła patrzą na
mnie wilkiem. A przecież to ja jestem wilkiem wśród owiec. Albo kotem wśród
myszy – jak kto woli. Jednak w tej masie ludzi, do których nie lgnę, honorowe
miejsce zajmują nastolatki.
Wiek nie gra roli. W moim rozumowaniu
nastolatka wprawiająca mnie w zakłopotanie, może mieć 13 lat, a równie dobrze jak
23 i więcej. Można być dorosłym dzieckiem w gimnazjum albo zdziecinniałym (w
dobrym tego słowa znaczeniu) dorosłym, piszącym doktorat i przeciw temu nic nie mam. Mój
problem egzystencjalny polega na tym, że nie wiem, do której grupy mogę się
zakwalifikować. Bo na nic w świecie nigdy nastolatką nie będę. O nie, tylko nie
to!
Może przejdźmy do tego, co
rozumiem przez określenie „nastolatek/nastolatka”. Niewyobrażalnie wielką
egzaltację. Do przesady przesadne wyrażanie poglądów, znane jako „ból dupy”,
zachwycony zachwyt nad sobą. Naprawdę, czy to nie jest męczące? Ciągłe „brylowanie”
w towarzystwie, tryskanie humorem i oczarowywanie ludzi swoją młodzieńczą
witalnością? Nieważne, pójdźmy dalej. Następne jest zblazowanie. Według
słownika - „Stan totalnego znudzenia, niemożność reagowania na nowe podniety i
bodźce wywołany nadmiarem wrażeń uprzednio”. Przeciwieństwo egzaltacji? No właśnie
nie. Prawdziwy nastolatek waha się pomiędzy nadmiernym okazywaniem zachwytu, a
nieokazywaniem go wcale. Bo kiedy uwaga tłumu zmieni kierunek, trzeba pokazać,
że ten fakt jest zupełnie nie wart zainteresowania. Bo przecież ona/on wie
najlepiej, co nie?! Następne w kolejności są problemy z logicznym myśleniem w
kategoriach czasu. Bo o ile życie teraźniejszością jest mądre i dobre, to
wegetowanie teraźniejszością jest naprawdę głupie. „Niech teraz będzie fajnie,
będę się martwić później!” sprawdza się tylko, kiedy chcesz się potaplać w
błocie, zaatakować plac zabaw, zafarbować włosy lub wskoczyć w ubrankach do
jeziora. Jeśli w grę wchodzi jakaś większa odpowiedzialność – serio, nie
polecam. Co jeszcze cechuje nastolatków? Potrzeba identyfikacji z grupą. Silna
potrzeba identyfikacji z grupą. Bo skąd się biorą grupy, które rozczłonkowane
tracą jakąkolwiek siłę przebicia i charyzmę? Skąd biorą się liderzy bez
jakichkolwiek faktycznych zdolności przywódczych? Ja, omijając wszelkie grupy,
mam trudności z dogadaniem się z ludźmi tak, aby nie zostać zmierzona wzrokiem
ani zaatakowania śmiechem. Prawdopodobnie jest to tylko moja właściwość i
powinnam się nad sobą zastanowić, ale przeszkadza mi to. Nie lubię.
Ostatnia rzecz. Najbardziej błaha
i najbardziej wkurzająca mnie cecha gatunkowa nastolatków. Zdjęcia. Wyćwiczone
pozy, dopracowane miny. Ubrania albo wyciągnięte z szafy mamy, albo w
niedoborze. Dokładnie wybrana sceneria i śmiertelnie znudzone, ewentualnie
wyuzdane, miny. Albo inaczej. Totalnie spontaniczne (ale i tak perfekcyjnie
zapozowane) zdjęcia z imprez, gdzie tło stanowią rzygi, butelki i całujące się
pary. Klasa sama w sobie.
Teraz pozostaje zdecydować.
Jestem dzieckiem, czy dojrzałym dzieckiem?
Szczere Kocisko
"Fuck it, we're young" - dewiza życiowa dzisiejszej młodzieży. Zero ideałów, zero wzorów. Niektórym brak nawet marzeń. Życie sprowadza się do imprez, zawierania tygodniowych związków, olewania wszystkiego i wszystkich, zwłaszcza starszych. Boli mnie, jak niektórym ludziom, w sumie niewiele młodszym ode mnie, brak prostych zasad dobrego wychowania i szacunku do drugiego człowieka.
OdpowiedzUsuńZ wiekiem czuję, że coraz mniej pasuję do tzw. grupy rówieśniczej. W gimnazjum oszukiwałam się, że jest inaczej - trzymałam z wieloma osobami, często wychodziłam z domu, nawet jeśli nie miałam na to ochoty (trzeba się było pokazać, bo przecież nie jestem "forever alone"). Na szczęście zmądrzałam i przestałam udawać kogoś, kim nie jestem. Zerwałam kontakty z wieloma osobami, zamknęłam się w sobie, ktoś nawet powiedział, że "izolowałam się od ludzi". Czy to dobrze, czy nie - nie wiem, ale nie czułam się z tym źle, choć czasem dokuczała samotność. Ponadto odkryłam też, że zdecydowanie wolę kontakt ze starszymi ode mnie ludźmi i nie chodzi o różnicę dwóch czy pięciu lat.
Pozdrawiam! Trzymaj się :)
Lepszy jest brak towarzystwa, niż towarzystwo, z którym nie ma kompletnie o czym porozmawiać...
UsuńAle w sumie nie wiem, czy "zero ideałów, zero wzorów" - są ambitni ludzie, tacy, którzy wierzą w jakąś ideę. A że czasami bardzo błądzą, a tych, co aż tak nie błądzą jest mało... no cóż
Zupełne zamykanie się na ludzi też nie jest zbyt dobre, nie zauważa się w nich nawet tych kilku dobrych rzeczy. Sama popełniam ten błąd i się zamykam ;/
Jak widzę ten gimbazylion to mam ochotę chwycić kałacha i powystrzelać! Pierwszy września - narodowy dzień głupoty. Szumne pierwszoklasistki w piętnasto centymetrowych szpilach i czarnych mini, co im ledwo dupę zakrywają. Śmichy chichy na korytarzach i ostre balangowanie w klubach, do których wstęp jest od 18 lat. Boże! Albo jestem staroświecka, albo tak jak ty - dojrzałym dzieckiem.
OdpowiedzUsuńTo uznajmy, że jesteśmy dojrzałymi dziećmi ^^
UsuńCo do ubrań, śmieszy mnie moda na prześwitujące ciuchy. Prześwitująca bluzeczka i taka sama spódniczka (maxi, teraz tylko takie modne ;P)i no nie wiem, lity - zestaw idealny na rozpoczęcie roku szkolnego, czyż nie?
To wcale nie moda tylko nagle cały świat zhipisiał(chociaż większość nie wie kim byli hipisi), ha<3
UsuńMasz rację... Wolna miłość przeżywa swój renesans... I ćpanie. Ale ćpanie to zawszeeee
UsuńWłaśnie uświadomiłaś mi, że nie znam żadnego nastolatka z prawdziwego zdarzenia a nie jestem typem typowego samotnika. Loff maj siti! :-) chyba jednak warto tu żyć.
OdpowiedzUsuńEee tam, właśnie dla tego, że nie jesteś typem samotnika, ich nie widzisz. Tu potrzebny dystans i odrobina dobrych (nie)chęci! A poza tym skurczybyki się dobrze kamuflują i na pierwszy rzut oka mogą wydawać się normalni ;D
UsuńWłaśnie dlatego, że nie jestem Samotnikiem mam możliwość poznać ludzi z którymi trzymam lub rozmawiam i nie odnajduje w nich tych cech. ale ja też nie mam 1000 najbliższych znajomych tylko trochę mniejszy krąg. No i mam szczęście do odnajdywania specyficznych ludzi więc może to dlatego.
UsuńAlbo Ty masz szczęście, albo moje poglądy co do rówieśników są tendencyjne i wynikają z ukrytych kompleksów. Przystaję na obie propozycje ;P
UsuńMyślę, że warto kogoś poznać zanim podda się go pochopnej ocenie. Ja ostatnio miałam przyjemność poznać dziewczynę, która wygląda jak typowy plastik: solara, modne ciuchy, tona makijażu, duży dekolt...porozmawiałam z nią i mogę powiedzieć jedno: nie znam drugiej tak miłej, inteligentnej(jest chyba najinteligentniejszą osobą jaką znam), oczytanej(i to w dobrych książkach) dziewczyny. Na dodatek posiada rozległe zainteresowania i można z nią o wszystkim porozmawiać. I nie jest egoistką coby jeszcze dosłodzić. Więc możliwe, że mam szczęście, ale że nie oceniam po pozorach to też prawda. :)
UsuńEwenement! Ja nie mam odwagi próbować kogoś takiego poznać
UsuńTak się składa, że wszyscy ludzie, których mogłabym ocenić pochopnie, zawczasu zadbali o to, żeby trochę popatrzyć na mnie i moich znajomych z góry, ewentualnie popyskować ;D
Poza tym jestem zbyt dziwaczna, żeby naprawdę oceniać kogoś po wyglądzie. Oceniam po zachowaniu, sposobie mówienia, otoczeniu i zainteresowaniach lub ich braku. Bo i tak wszyscy wyglądają prawie tak samo ;P
Zgadzam się z Niekonwencjonalną. Co prawda wiek to stan ducha, nie ciała, ale stanowcza większość dzisiejszych młodych ludzi jest... daleko od określenia 'ok'.
OdpowiedzUsuńJa bym była skłonna powiedzieć, że to nie tyczy się tylko młodzieży. Zostają jeszcze krnąbrne dzieci i niedojrzali emocjonalnie ludzie w średnim wieku ;P
UsuńAle w każdym wieku i w każdy otoczeniu jest szansa na znalezienie kogoś, kto jest jak najbardziej ok. Ale u ludzie w wieku gimnazjalno-licealnym jest jakoś ciężko takich znaleźć ^^
Jeśli chodzi o taką definicję słowa "nastolatek" to trudno mi się z tobą nie zgodzić i jestem zmuszona napisać, że sama nigdy taka nie będę. Chociaż przyznam, że sama słowo odbieram zupełnie inaczej ;)
OdpowiedzUsuńA jak, jeśli wolno spytać? ;)
UsuńZauważyłam, że część takich "nastolatków" tak szybko nie wyrasta z tego, wolą mieć podobną dewizę życiową przez długą część życia. Z jednej strony trochę nie rozumiem ich, bo nie byłam osobą tego typu i w takim środowisku źle się czułam.
OdpowiedzUsuńTeż ich nie rozumiem. Powiem więcej - czasem się ich boję i to już nie jest zbyt zdrowe. Jestem trochę idealistką i bardzo chciałabym, żeby wszyscy byli rozsądni i mądrzy i tym bardziej wkurza mnie stan rzeczy ;(
UsuńJak historia wzięta z mojego życia. Brakuje tylko wzmianki o "śmichach-chichach" z innych.
OdpowiedzUsuńOoo dobrze, że o tym piszesz. Rzeczywiście zapomniałam ;)
UsuńByłam głupią nastolatką, przyznaję się do tego i do tej pory wstydzę się niektórych swoich wybryków. Ja urosłam i zmądrzałam. Ale gdy patrzę na nastolatki, które spotykam, trochę wątpię w to, czy dla nich jest jakaś nadzieja na poprawę :D.
OdpowiedzUsuńPocieszające jest to, że nie wszyscy młodzi ludzie są tak beznadziejni. Wśród tych hałaśliwych, nonszalanckich i wypindrzonych, którym z oczu wyziera głupota są jeszcze normalni. Po prostu trudniej ich dostrzec w kolorowej mieszaninie kretynów.
Kolorowa mieszanina kretynów - piękne! ;D
UsuńAż chciałoby się wierzyć, że każdy ma szansę zmądrzeć... Tylko cały czas za dużo ludzi drastycznie głupieje :/ to nie podnosi na duchu
Cieszę się że nie jestem taką nastolatką. I przyzwyczajam się do wykluczania z "grupy".
OdpowiedzUsuńPodobnie mam ja ;)
UsuńZawsze wierzyłam w to że nastolatką przestaję być wraz z wybiciem północy w dniu 20 urodzin. I nie mogłam się tego doczekać :) Lubię spędzać czas sama ze sobą, co często nie było akceptowane. Wręcz nienawidziłam "imprez" za czasów szkolnych. Ich jedynym plusem było moje szydercze "o, wow" po mojej nieobecności na wieści typu "boooże jak było wspaniale, żałuj, takie chlanie, nic nie pamiętam" xD
OdpowiedzUsuńNie rozumiem tej logiki "było super, nic nie pamiętam"... Mi się wydaje, że pamięć to jedna z ważniejszych rzeczy, jakie mamy. Tak samo jak mózg. Po co niszczyć w sobie to, co jest tak ważne
UsuńWiększość cech, które opisałaś, wydaje mi się naturalną koleją rzeczy. I spotyka to większości ludzi. Według mnie trzeba najpierw przynależeć do grupy, żeby odkryć swoją indywidualność, podobnie z innymi rzeczami. No, może oprócz odpowiedzialności, bo tu rzeczywiście zasada "tu i teraz" w nieodpowiednich okolicznościach może zaszkodzić.
OdpowiedzUsuńAle generalnie rzecz biorąc nie mam nic do "nastolatków". Bo to z definicji osoby niezdecydowane, niewiedzące, czego chcą, niezdystansowane na tyle, żeby odstawać od grupy. Wciąż uczą się życia i własnych wartości. Trzeba im wybaczyć. Nam wybaczyć, bo właściwie to wiekowo sama jestem nastolatką, choć Tobie chyba nie do końca o wiek chodziło.
Dla mnie DOJRZAŁOŚĆ to trzy rzeczy: odpowiedzialność, odważenie się, żeby być sobą (jakkolwiek wyświechtanie brzmi już ten zwrot) i posiadanie swoich racji, wartości. A NASTOLATEK to jeszcze ten etap przed dojrzałością...
Pozdrawiawiam, Ania
No tak... Tylko dalej strasznie drażni mnie brak pokory u tych ludzi i ciągłe stawianie siebie wyżej. A nie są wyżej ;P
UsuńTu się zgodzę. Nadmierna pewność siebie i uważanie, że jest się lepszym i wszystko wie się najlepiej, to ostatnio dość powszechne zjawisko wśród ludzi w moim wieku. Denerwujące.
UsuńAnia
Bardzo... Tak samo jak umniejszanie wartości ludzi, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia, ale nie chcą się lansować :/
UsuńWłaściwie to szkoda, że nie chcą się lansować. Wiem, że czasami szkoda albo wręcz nie wypada się odzywać, ale ogólnie to wolę jak Ci, co mają coś do powiedzenia, się wypowiadają, zamiast cicho siedzieć w kącie. Wiadomo - to zależy od sytuacji. Są momenty, w których lepiej zostawić niektóre rzeczy bez komentarza, ale bez przesady.
UsuńAnia
Często ludzie mądrzy są skromni i źle się czują, gdy mają okazję brylować i skłaniać ludzi ku sobie. Choć to na ich minus
UsuńJa się czuję, jakbym skończyła być nastolatką w wieku 13 lat. Teraz egzystuje jako jakiś byt pomiędzy. Ale znam wiele osób podobnych do mnie jak również do ciebie (z opisu), więc świat się jeszcze ku upadkowi nie chyli i normalnych ludzi dalej można spotkać. Tylko z sufiksem -naście. ;)
OdpowiedzUsuńJa niestety znam bardzo mało takich ludzi :/ no chyba, że w Internecie ;D
UsuńJa w Internecie chyba nawet mniej. Chociaż wszystko zależy od środowiska. W mojej starej małomiasteczkowej szkole takich stereotypowych nastolatków było mnóstwo. Upić się, pójść na imprezę, LOOOL i mieć wszystko w dupie, bo świat jest zły. Spotykając się po raz pierwszy z ludźmi z nowej szkoły, usłyszałam: "A ma już ktoś z was ułożony plan na studia?". :D
UsuńNo proszę, w takim razie byłam w miastach rodzinnych twoich dziadków ;)
OdpowiedzUsuńJa też marzę o podróży po Rosji! Zobaczyć zarówno bogatą Moskwę, jak i biedną prowincję. Albo pojechać koleją transsyberyjską!
Jak wiesz, mam bardzo podobne podejście do nastolatków. Sama kończę już ten "cudowny" okres, za niedługo stuknie mi ostatnia "nastka". Naprawdę, bycie przypisywanym do tej grupy wiekowej, sprawia, że mam drgawki.
OdpowiedzUsuńJest duża grupa osób, o których Ty wspominałaś. Jednak nie zapominaj, że są też tacy, jak my. Którzy myślą inaczej, którzy wiedzą że nie ma nic za darmo. Mają ciekawe zainteresowania, nie są hedonistami, chcą coś osiągnąć bez przemocy czy innych złych nieczystości.
Nie popadajmy w depresję, może jakoś zmienimy świat. A jak nie, to jak to zwykle powtarzam - więcej miejsc pracy dla mądrych będzie. :D
No tak, mała konkurencja ;P
UsuńSzkoda tylko, że w moim otoczeniu, w świecie poza ekranem komputera takich osób brak...
świetne <3 + zapraszam na mojego bloga ;D http://agrestaco6.blogspot.com/2013/08/smutna-prawdziwa-historia-c-tak-mnie.html
OdpowiedzUsuńJa też nie lubię nastolatek ( proszę teraz nie sprawdzać, ile mam lat ;) ). Patrząc oczywiście w uogólnieniu. To nieodpowiednie rozumowanie powiedzenia "w grupie siła", fajki dla szpanu, słit focie w kiblu z podpisem "Kofam Cię Pati :* <3", myślenie grupowe (No bo przecież jak to ciacho mówi, że to jest ble, to to JEST ble), co poniektóre dziewczyny ubrane (a raczej rozebrane) w seksi ciuszki. Co najgorsze niczego nie zmyślam, ani nie koloryzuję. Sama w klasie miałam dziewczynę, która raz przyszła do szkoły ubrana tylko w wysokie obcasy i tunikę ledwo sięgającą za tyłek (marginesem: pierwszą lekcją była religia z księdzem ;) ). Zastanawia mnie też, co te wszystkie nastolaty będą robić za lat dziesięć czy dwadzieścia. Zmądrzeją czy wręcz przeciwnie? Aż boję się o tym myśleć...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Lina
http://zchmurki.blogspot.com/
No niestety wiem, o czym mówisz. A najśmieszniejsze jest to, że często tacy ludzie bardzo często stają się poważnymi, bogatymi ludźmi. Lub wprost przeciwnie i kończą w kawalerce z czwórką dzieci...
UsuńCo do tego pierwszego to do końca przekonana nie jestem. Przecież ich "fejm" wiecznie trwać nie może. Chociaż może w życiu niektórych będzie miała miejsce jakaś sytuacja, która zmieni ich patrzenie na świat. Szkoda, że tylko niektórych. Bo na przykład moja znajoma od tuniki to chyba nigdy nie "wyzdrowieje" ;)
UsuńSerio. Takie pustaki często zakładają np. firmy obuwnicze i zarabiają na kolejnych pustakach. Znam takich wielu ;D
UsuńJa mimo swojego wieku nie czuję się typową nastolatką. Choć pewnie w niektórych momentach się zachowuje jak ona. Wkurza mnie to, że niektórzy totalnie przesadzają. Takie zdjęcia, czy choćby chore pomysły to mne... przraża. Może ja zostałam inaczej wychowawana? Albo jestem nie z tej planty co trzeba?
OdpowiedzUsuńTo wychowanie. Jak się nie zaszczepi w dziecku odrobiny taktu, to potem chodzą takie dzikie wynalazki i psują obraz pokolenia ;P
UsuńYOLO! przeczytałam od deski do deski i nie mam nic do dodanie, czekałam właśnie na wzmiankę o słitfociach - wycieczka do mcdonalda, 10Gb dokumentacji.
OdpowiedzUsuńciekawe jest to, że w grupie są 'kozakami', nie mają problemów i są zajebiści, a jak wracają do domu to stają się samotnymi emo kłócącymi się z rodzicami.
Kompleksy i stare hasło "kupy nikt nie ruszy"... Zauważyłam, że takie kozaki często się czują niekochane. I tu widać rolę rodziców
UsuńJestem nastolatką i dobrze mi z tym. Lubię czasem ponarzekać na szkołę, zrobić dramat z małego pryszcza, używać dziwnych, "nastoletnich" słów, iść na imprezę z nowymi ludźmi i wypić jedno piwo za dużo. To jest fajne, bo dobrze się bawię i będę miała co wspominać, a niezłe akcje nieraz wychodzą:) To wcale nie znaczy, że upijam się w sztok, rzygam po kątach i daję się obmacywać każdemu kto się napatoczy. Na imprezach dużo się dzieje, a tamtejsze towarzystwo to przecież nie tylko tępe dzidy, ale też inteligentni, zabawni ludzie, z którymi naprawdę dużo mnie łączy:)
OdpowiedzUsuńBardziej miałam na myśli takich nabzdyczonych "jestem-nie-wiadomo-kim-bijcie-mi-pokłony", ale mnie otacza bardzo specyficzne środowisko.
UsuńTylko co robi się na imprezach? Ja tego małego aspektu nie pojmuję.
Poza tym inteligentni ludzie też mogą być idiotami, zachowywać się jak idioci i zupełnie nieodpowiednio do sytuacji. Niestety większość ludzi, których znam to ludzie inteligentni i aż żal patrzeć, co oni robią... Nie chcę być taka, już wolę być dzieckiem...
Tych nabzdyczonych też znam, tylko nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Patrzę na nich i zastanawiam się kim będą w przyszłości, kiedy kasa rodziców nie będzie argumentem na wszystko, a ich wspaniała ekipa rozpierzchnie się po świecie.
UsuńCo robi się na imprezach? Nie ma co generalizować, bo wszystko zależy od towarzystwa, sytuacji itd. Ale po niemal każdym tego typu spotkaniu ze znajomymi nie mogę spać z powodu nadmiaru wrażeń. Alkohol owszem, jest, i nie widzę absolutnie niczego złego w piciu (oczywiście bez przesady). Są rozmowy na naprawdę przeróżne tematy, nie tylko o tym kto przed chwilą zarzygał toaletę. Jest taniec, który osobiście uwielbiam, stąd kluby odwiedzam z wielką przyjemnością. No i przede wszystkim są nowi ludzie, których poznanie jest czymś więcej niż tylko zwiększoną liczbą znajomych na facebooku. Niektórzy są naprawdę wyjątkowi.
Po tygodniu zapieprzania w szkole na dobre oceny i wypełnianiu obowiązków domowych impreza jest odstresowaniem i czystą przyjemnością. Nagle wszyscy mogą wyluzować:)
Tańczyć to ja mogę, ale tylko pogo ;P
UsuńTwój punkt widzenia jest ciekawy, ale kompletnie mi się nie zgadza :)
Dodam jeszcze tylko, że napisałam posta nawiązującego do Twojego tematu. Możesz to odebrać jako taki trochę dłuższy komentarz:D
UsuńIdę, paczę ;)
UsuńGdybym wiedziała to co dziś to poszłabym to technikum elektronicznego o profilu systemy komputerowe. To był wtedy jedyny dostępny kierunek związany z komputerami. Czemu na niego nie poszłam? Przecież zawsze byłam bardzo dobra z matematyki i w technicznych sprawach mogłam zawstydzić niejednego chłopaka. Duży nacisk położyłabym na naukę języków i przedmiotów zawodowych. Potem zainwestowałabym w jakiś porządny kurs tworzenia stron internetowych i wyjechałabym zagranicę. Potem ewentualnie studia w kierunku związanym z informatyką (oczywiście w takiej dziedzinie, która by mnie najbardziej interesowała).
OdpowiedzUsuńNiestety taka mądra wtedy nie byłam.
Mam 20 lat, ale czuję się 18. Ale na "własne" 18. Bo typową nastolatką nigdy nie byłam i nie będę.
OdpowiedzUsuńHahaha mam podobnie, bo mając 17 czuję się na własne 15 ;P po prostu nie czuję szczególnej różnicy
UsuńMam to samo, w dużej mierze na pewno. Nigdy nie czułam się nastolatką i raczej czuć nie będę. Zresztą bardzo bym tego nie chciała. Kojarzy mi się to tylko z jednym- rozpieprzaniem czasu, dążeniem do bycia celebrytą wśród znajomych. Oczywiście zdjęcia muszą być, bo nas musi być widać. Tylko czy ktoś za 10 lat będzie chciał to oglądać. Czy będzie kogo i co oglądać? Czy nastolatkowie nie wyrosną ze swojego wieku?
OdpowiedzUsuńWyrosną i bardzo prawdopodobne, że sobie poradzą. Tak samo, jak to, że sobie nie poradzą ;P skądś się biorą głupi dorośli.
UsuńJa tam na nastolatkę nigdy się nie czułam, jakoś tak ten okres w moim życiu w ogóle nie nadszedł i od razu przeskoczyłam do "czegoś większego". Czuję się pełnoprawną młodzieżą o ile można się tak określi i bardzo lubię ten stan a dzisiejsze nastolatki? Ech szkoda nawet o tym gadać.
OdpowiedzUsuńJa nie wiem, czy to sprawa dzisiejszości. Zawsze byli głupi ludzie, zawsze były głupie nastolatki ;P niestety to mi przeszkadza w odnalezieniu się w społeczeństwie w roli innej niż hejter ;P
UsuńJak tak sobie o tym pomyślę, to miałam od razu szybki przeskok z okresu dzieciństwa w dorosłość, nastoletni czas jakoś mi umknął.
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że u mnie właśnie następuje przeskok. A może tak mi się zdaje ;P
UsuńJakoś wychodzę z założenia, że jeszcze zdążę w ciągu życia pobawić, pozachowywać głupio. Bo zdarza mi się. Ale raczej tak głupio-dziecinnie. Nastoletni czas jest czasem, gdzie dużo się nie myśli na poważnie, a ja ciągle myślę. Dlatego nie czuję się za dobrze w szkole, gdzie jednak z myśleniem bywa różnie
Też mam problemy z dogadywaniem się z ludźmi w swoim wieku. I ogólnie. Mam znajomych, ale to nie było nigdy tak, że była to sympatia od pierwszego wejrzenia. Kiedyś strasznie mnie to bolało, ale teraz mam to gdzieś.
OdpowiedzUsuńPo Twoim poście zaczęłam się zastanawiać, czy ja jestem nastolatką. I chyba jednak bliżej mi do dziecka. Ja tam się cieszę :) A czy "dzieckiem, czy dojrzałym dzieckiem?"... hm, dobre pytanie. Na tyle, na ile zdołałam Ciebie poznać w blogosferze, śmiem twierdzić, że jesteś dojrzała. A w swoim przypadku tego nie wiem i nie wnikam (czy raczej nie chcę się przyznać, że nie), nie potrzebuję.
Dzieci są fajniejsze... W dodatku genialne, a potem... idą do szkoły i wychodzą z niej nastolatkami :C
UsuńEch :C Weź mi nie mów, ja chyba jutro nie wstanę na rozpoczęcie. Najbardziej boję się w liceum tego, że właśnie wielu będzie się miało za takich dorosłych strasznie, jednocześnie chowając się z papierosem gdzieś po kątach... No nic, pożyjemy, zobaczymy :D
UsuńNiestety Twoje obawy są dość realne ;P
UsuńZawsze miałem problem ze znalezieniem wspólnego języka z rówieśnikami. Nie kręcą mnie szalone imprezy, melanże do upadłego i dziwne włóczenie się 24/7 po osiedlu z puszką piwa w rękach. Nie. Uważam to za menelstwo i wyjątkową nudę.
OdpowiedzUsuńDla nich być może to ja jestem nudziarzem, ale zamiast piwa wolę szklaneczkę whiskey, zamiast wódki herbatę, zamiast papierosa czekoladę i, gdy mam wybór melanż czy kino, wolę pójść do kina.
Im dłużej czytam komentarze na ten temat, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że za diabła nie wstanę jutro do szkoły (tak, jutro już mam normalnie lekcje). O ile jeszcze w gimnazjum jakoś dawałam radę z rówieśnikami, a nawet mogę powiedzieć, że to był dla mnie towarzysko dobry czas, tak w liceum kompletnie się nie czuję. Ludzie ulegają praniu mózgu i są taaaacy fajni i zabawni...
UsuńDojrzałe dziecko, czy nie. Najważniejsze, że inteligentne. Przywracasz mi wiarę w ludzi, bo czasem w tej bezmózgiej masie, którą nawet zombie by się nie pożywiło, czuję się jak rozbitek z innej planety. I tak się zastanawiałam, czy może ja dla kogoś byłam irytująca w tym wieku? Nie przypominam sobie wersji SWAG z mojego pokolenia, ani tak żenujących zachowań, jakie obserwuję obecnie, więc chyba wszystko zmierza ku totalnemu pogorszeniu standardów. Trzeba będzie stworzyć jakiś obóz myślących i nie dać się zainfekować wirusem zidiocenia...
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło czytać takie słowa ;)
UsuńZauważyłam, że wśród blokujących jest wielu myślących ludzi. To może być nasz obóz - nasze małe skrawki Internetu :)