Ofiara. Nie ofiara
czegoś lub kogoś, nie. Ofiara samoustanawiająca siebie ofiarą. Osoba skazująca
siebie na stracenie, dzień w dzień odwracając się od możliwości, ryzyka,
marzeń, zmian. To nie jest działanie celowe, nie, to zakodowany komunikat „Uciekaj!”.
Wynik fuzji silnej potrzeby akceptacji, braku obiektywizmu, niskiej samooceny i
cech człowieka wielkościowego. Nie, nie chodzi mi o urojenia wielkościowe – w
ich przypadku osoba cierpiąca na nie, jest przekonana o swojej wyższości,
wyjątkowości, czy bardzo ważnej pozycji w społeczeństwie. Człowiek wielkościowy
(jak zrozumiałam ze styczniowego wydania „Charakterów”) jest inny, jego
działania mają na celu uzyskanie nagrody, uznania, bowiem tylko to może
stanowić budulec dla jego poczucia wartości. Nieważne.
Ofiara uwielbia
swoje nieszczęście, pławi się w nim, zanurza aż po czubek głowy, nasyca,
delektuje. Delektuje się również marzeniami o przyszłym, szczęśliwym życiu,
które nigdy ma nie nadejść. Dlaczego? Dzień, w którym nadejdzie szczęście
będzie ostatnim dniem wędrówki, sens życia ofiary przestanie istnieć. Ofiara
żyje, aby dążyć, nie po to, by coś osiągnąć i cieszyć się tym. Ofiara, mimo swojego braku wiary we własne
siły (a może i przez niego), lubi deprecjonować osiągnięcia i wartość ludzi,
którzy nie wykazują zainteresowania jej osobą, przy jednoczesnym porównywaniu
się to tych ludzi. Czy ma to na celu jeszcze większe obniżenie swojej wartości
na zasadzie „ona jest beznadziejna, głupia i wyniosła, a ja jestem jeszcze
gorsza”, czy może ma to zasłać na naszą ofiarę grom komplementów opartych na
porównaniu „bez dwóch zdań, ona jest beznadziejna, głupia i wyniosła, nie to,
co ty”.
Ciężko się z ofiarą
dogadać. Sama kłóci się ze sobą najlepiej, rozmówca może szybko poczuć się
zdezorientowany, gdyż po kilku minutach przestaje wiedzieć, jaki jest problem –
każde wskazanie możliwego rozwiązania wywołuje lawinę zaprzeczeń i wyjaśnień
ukazujących to, jak bezsensowna była udzielona rada. Potencjalny Rozmówco
Ofiary, teraz czytaj uważnie, bowiem dwa razy nie zamierzam powtarzać – ofiara nie
chce rady, nie chce pomocy, jedyne czego pragnie ofiara to utwierdzenie jej w
swoich domysłach, uwaga, długa rozmowa obejmująca wymienianie się linkami do
smutnych piosenek, łzy i frazesy. Ale uwaga – nie może być zbyt łatwo – kiedy ofiara
dostanie to, czego chce, nie minie godzina, a ona znajdzie sobie kolejny
problem. Bo ofiara kocha problemy, oczywista.
Jeszcze nie odkryłam
sposobu, w jaki można ofiarę odofiarzyć, ale sądzę, że takowy istnieje. Z tego,
co wiem, ofiara może rzucić się w wir pracy i zapomnieć o swoim „smutnym losie”,
może znaleźć większą ofiarę, za którą poczuje się odpowiedzialna i postanowi
jej pomagać – to zajmie dwie ofiary za jednym zamachem i zdejmie obowiązek
użerania się z nimi z osób trzecich – można również na ofiarę nieźle
nakrzyczeć, potrząsnąć nią, rozsypać ofiarzasty schron i z odłamków zbudować na
nowo osobę.
Jak tam z Wami? Co
powiecie o ofiarach? Ja dodałabym, że uwielbiają opisywać siebie...
Szczere Kocisko
Niestety muszę to napisać - jestem ofiarą. Nieustannie narzekam i ubolewam nad swoim losem. Właściwie mam już tego dość, ale co poradzę. Też zacznę szukać sposobu na odofiarzenie.
OdpowiedzUsuńPodobno przyznanie się do problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania. W takim razie możemy przybić sobie ofiarzastą piątkę i próbować coś zrobić xD
UsuńTo się nazywa wampir energetyczny. Narzeka nie dlatego, by otrzymać od kogoś radę, czy pomoc, ale dla samego narzekania. Nie da się takiej osobie pomóc.
OdpowiedzUsuńMi się wydaje, że da się, bo każdy może być szczęśliwy. A taki wampir/ofiara nie jest szczęśliwy, bo najwięcej energii paradoksalnie kradnie z siebie :)
UsuńI znów, zawsze to samo... po przeczytaniu Twojej notki nie wiem co powiedzieć, a tak bardzo chcę dać Ci znać, że czytam i uwielbiam Twoje słowa i rozumowanie.
OdpowiedzUsuńMyślę, że znam osoby, które mają pewne objawy bycia wspomnianą przez Ciebie ofiarą, jednak nie wszystkie. Sama też miewam podobne sytuacje. Bywa, że zamiast wyjść z dołka, w który sama się wpędzam, rozkoszuję się swoim nieszczęściem. Czas to zmienić :)
xwelcome-to-my-circusx.blogspot.com
Znam to uczucie, kiedy chce się coś powiedzieć, ale nie wiadomo co konkretnie ;P
UsuńZdecydowanie nowy rok jest dobrą okazją do takich zmian i już sporządziłam listę rzeczy, które w swoim zachowaniu zmienię ;)
Ja chyba także znam takie ofiary. Czy ja do nich należe-chyba nie, choć nie umiem jednoznacznie stwierdzić. Bycie ofiarą to jakby chęć cierpienia, taka ofiara jest zwyczajnie nieszczęśliwa, kiedy wszystko jest dobrze, woli cierpieć.
OdpowiedzUsuńJa czasem czuję się totalną ofiarą. Wczoraj był taki dzień, dziś za to rozpoczynam akcję odofiarzania :)
UsuńPierwszy raz jestem na tym blogu i zatrzymałam się na chwilę, by co nieco się rozejrzeć :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że jesteś kociarą, to miło, też uwielbiam koty! :D
Co do tej, konkretnej notki, ciekawy sposób pisania, podobnie jak i sam temat. Mogę powiedzieć, że sama po części jestem ofiarą, ale tylko po części i takie osoby są w moim otoczeniu... O, to może być dodane do mojej listy postanowień noworocznych, całkowicie się odofiarzyć xD
Pozdrawiam :)
A ja po awatarze wnioskuję, że lubisz też mcr tak, jak ja :)
UsuńBardzo mi miło, że moje pisanie Cię zaintrygowało i polecam się na przyszłość ^.^
Żeby trochę inaczej...Ofiary to często ludzie mocno skrzywdzeni przez swoje środowisko, które było dla nich albo zbyt pobłażliwe (najpaskudniejsza prawda życia: ten kto zarabia dwa tysiące miesięcznie na osiem osób nie ma czasu na bycie ofiarą ani nikim innym, nie ma nawet czasu żeby się nad tym zastanowić.) albo odwrotnie, zbyt wymagające. Wpędziło ich w kompleksy, w dół z którego trudno wyjść, w poczucie ,,i tak jestem gorszy od nich więc po co się starać". Co może być lekiem? Zajęcie się jakąś robotą albo hobby. To praktycznie lek na większość problemów osobowościowych, które powstają z za dużej ilości wolnego czasu, z siedzenia na czterech literach i myślenia tylko i wyłącznie o sobie. Owszem, warto siebie przemyśleć żeby wiedzieć w ogóle kim jesteś, ale nie powinien byc to sens życia.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie masz rację... Mam wrażenie, że nawet gorszą opcję jest to, gdy środowisko jest zbyt pobłażliwe, bo wygórowane wymagania można jeszcze w coś przekuć, widzi się jaki jest problem i można stać się lepszym. Osoba, która może siedzieć na tyłku i się zamartwiać nie widzi problemu z sobie - ma focha na cały świat za niepadanie jej do stóp i najczęściej w ogóle nie chce się zmienić. To jest częsty problem pojawiających się, gdy do akcji wkracza psycholog - nie może nic zrobić, bo pacjent nie chce dać nic od siebie, oczekuje, że wszystko stanie się poza nim...
UsuńTEŻ. SO famous ! XD
OdpowiedzUsuńsuper blog ! bardzo podoba nam sie jak piszesz :D oby tak dalej :D bedziemy tu czesciej wpadac :D
OdpowiedzUsuń****************************************************
ZAPRASZAMY DO NAS ! http://pingusie-pingusie.blogspot.com/ :D
nie jestem ofiara, ale kiedys o nia zakrawalam. ta postawa jest beznadziejna, psuje wszystko, a juz najbardziej szczescie ofiary.. ofiara musi w siebie uwierzyc!
OdpowiedzUsuńMyślę, że i w siebie, i w innych :)
Usuń