![]() |
| To nie ja, kurde! |
Pozwoliłam sobie pożyczyć tytuł
tego wpisu od Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, a co! Dzięki temu Ty, który
nigdy o nim nie słyszałeś, googlujesz teraz hasło „Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki”
i zaraz będziesz chłonąć jego poezję, a Ty, który doskonale wiesz, o kim mowa,
myślisz sobie „Skubana ma gust, lubię to!”. Nie sposób pominąć Ciebie – słyszałeś
o tym poecie i przeczytałeś mniej lub bardziej świadomie kilka jego wierszy,
ale nie zapisał się w Twojej pamięci wielkimi literami. Wyświadczam Ci
przysługę, od teraz masz pretekst, aby zapoznać się z prosiakami schizofrenii
raz jeszcze. Nie ma za co, podziękujesz mi, gdy przyjdzie na to pora!
Zastanawiam się, ile mojego
imienia jest we mnie? Jak ono mnie ukształtowało? Jak przez jego pryzmat
postrzegają mnie inni? I czy w ogóle? Mam na imię Kalina, czy byłam bym inną
Anią, Weroniką lub Natalią? Moje imię należy to tych raczej hipsterskich.
Takich, których nie słyszy się za często. Czy jest to jednym z powodów, dla
których tak rzadko identyfikuję się grupą? Czy nie znając osobiście żadnej
innej Kaliny, uważam się za bardziej wyjątkową, niż gdybym znała ich na pęczki?
Ludzie o imionach szczególnie popularnych, mają do nich dystans. Z błędnego
przypisania siebie jako odbiorcy jakiegoś komunikatu wynikają sytuacje, w
których takie osoby potrafią się śmiać, obracają je w żart. Badania wykazują
ponadto, że ludzie przychylniej patrzą na swoich imienników. Ja chyba
patrzyłabym wzrokiem niezwykle przychylnego, wygłodniałego wilka. Moje imię (podobnie
jak nazwisko…) jest notorycznie przekręcane, mylone, zapominane i takie pomyłki
ze strony innych ludzi nie są dla mnie powodem do śmiechu. Wręcz przeciwnie – sprawiają,
że się zawstydzam, zamykam i mam ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie, czyli tam,
gdzie nikt mnie już z żadną Karoliną, Kamilą lub Kariną nie pomyli…
Rzadkość występowania mojego
imienia sprawia, że ludzie w dziwny sposób próbują połączyć moją osobą z innymi
znanymi im postaciami i… rzeczami noszącymi moje imię. Nie muszę chyba
odpowiadać na pytanie, czy denerwuje mnie to i dlaczego tak bardzo, hę? Czasem
słyszę – najczęściej od podejrzanych, starych typów – jakieś teksty typu „Och,
dziewczątko, jesteś piękna jak Kalina Jędrusik! Ty też śpiewasz?” albo „No
doprawdy, wyglądasz jak kwiaty kalinowego drzewka!” lub „A wiesz, że Natasza
Urbańska dała swojej małej córeczce na imię Kalinka? Na pewno jak dorośnie
będzie taka cudowna jak ty!”. Ta, jasne, dzięki, wiem, możesz/może szanowny pan
już sobie iść i nie odzywać się do mnie więcej, rozumiemy się? Jeszcze gorzej,
gdy ktoś wyskoczy z jakimś „Kalinka maja”, czy (o zgrozo!) „A Kalina ne verba”.
Teraz zdarza się to już sporadycznie, ale w gimnazjum, czy w podstawówce,
nieźle mnie tym katowano. W liceum musiałam już tylko znosić śpiewanie „Kalinki”
na lekcjach rosyjskiego oraz niewyobrażalnie irytującą reklamę jakiegoś Okocimia,
czy innego browaru, nie wiem…
Te wszystkie moje frustracje
wynikają z tego, że chyba nie do końca jestem oswojona z własnym imieniem. Prześmiewcze,
czy nawet zupełnie negatywnie nacechowane zwroty w moją stronę sprawiają, że
nie mogę się do niego przyzwyczaić i przestać się krępować, ilekroć ktoś je
wymówi. Ale nie wyobrażam sobie innego. Nie mogłabym być kimś innym, o innym
imieniu, bo jestem sobą – Kaliną. Czy tego chcę, czy nie. Chociaż i tak raczej tego chcę. Co ciekawe,
bliscy mi ludzie niezwykle rzadko mówią do mnie po imieniu. Niektórzy prawie
wcale, a jeśli już, to robią to, aby wiernie oddać powagę zaistniałej sytuacji.
Nie pozwalam swojego imienia zdrabniać. Wszystkie zdrobnienia brzmią moim
zdaniem niezwykle wkurzająco i cebulaście. No, może oprócz jednego. „Kali”
brzmi nawet spoko. Poza tym, lepiej się czuję z szeregiem innych nazw, które
bywają do mnie „przyłatane”.
Moje imię jest dziwne. Ja jestem
dziwna, a imię to znamię. Póki co, mogę stwierdzić jedynie, że ładnie wygląda
na papierze.
Szczere Kocisko

Ja nie lubię swojego imienia, ale to już tak chyba musi być, że swoje imię najgorzej polubić. Nie ma to jak męczyć kogoś tekstami związanymi z imieniem albo co gorsza piosenkami. Do tej pory zdarza mi się słuchać ,,Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka ooo" xD Ale masz rację-imię to znamię i musimy je zaakceptować takim jakie jest.
OdpowiedzUsuńSzczęściarzami są ci, których imiona nie pojawiają się w żadnych piosenkach xD
UsuńTo wszystko dlatego, że imion się nie wybiera samemu. Musimy polegać na szalonej wyobraźni naszych rodziców. Ja swoje nawet lubię, aczkolwiek stanowczo za dużo mówi o mnie. Wpisz w google Dorota i wyświetli ci się wnikliwa charakterystyka Bukowiny. Mam wrażenie, że to imię wybrało mi charakter. A już wszelkie zdrobnienia...mówią na mnie Doris. Wszystkim kojarzy się to z delfinem z Pingwinów z Madagaskaru. I tak obrzydliwie z angielskiego zaciąga. Mówią Dorotka, a ja sie wściekam, bo tak nazywano niegdyś panny lekkich obyczajów... I wciąż nie brzmi to najlepiej... Jest problem. Mam oryginalne imię, owszem, ale go nie lubię. Nazywam się Bukowiną albo Seweryną. Myślę, że niedługo całkiem zmienię moje imiona na Seweryna Dorota, teraz można takie cuda robić. Albo choćby zmuszę społeczeństwo do zapomnienia jak nazywam się naprawdę. Można. To jest siła przyzwyczajenia: już odruchowo mówię do Hipisa Hipis, mimo że nosi ta ksywkę od najwyżej roku. (Hipis to BonaVonTurka, ta sobie dopiero przyfasoliła z przezwiskami!)
OdpowiedzUsuńOgólnie przezwiska są lepsze i najchętniej tylko ich bym używała. One chociaż coś mówią o człowieku.
Mi się imię Dorota kojarzy z moją przemiłą i przesłodką nauczycielką z nauczania początkowego ;D
UsuńW sumie przezwiska też nie zawsze coś mówią. Czasem powstają w całkowicie niekontrolowany sposób xD
Dziękuję Bukowino, za wspomnienie mojego przezwiska ;) BonaVonTurką zostałam przed Hipisem, ale tylko na blogu, bo nie jest zbyt chwytliwe. I naprawdę, sama zaczynam zapominać, jak ja się właściwie nazywam. Nie lubię swojego imienia, bo jest dośc popularne. Dodatkowo mam wadę wymowy, więc ludzie często nie rozumieją, jak ja mam na imię, i je przekrecają :( Hipis zaraz się ze mna kojarzy i jest prostsze. Oraz zupełnie moje. Szczerze polecam przezwiska!
OdpowiedzUsuńMi sie zawsze podobało imię Kalina. Było jak z bajki, idealne dla postaci tajemniczej wróżki. Tak samo jak Milena. Ale poznałam pewną Milenę i moje wyobrażenia legły w gruzach ;)
Hahaha niestety nie jestem tajemniczą wróżką, tylko szczerym, wrednym kotem :P
UsuńA we wszelkich charakterystykach mojego imienia pojawiają się wzmianki o zamiłowaniu do sztuki i przyrody oraz o... mojej rzekomej wyniosłości, którą rzeczywiście wiele osób cichaczem mi zarzuca, z czym się absolutnie nie zgadzam :D
Ja się za to wściekałam na cały świat za najpopularniejsze imię, które mnie w żaden sposób nie wyróżnia. Na szczęście mam dosyć rzadkie nazwisko i całkiem charakterystyczny sposób bycia, więc złość mi przeszła. Bycie Anią jest wyjątkowo przyjemne, kiedy chcesz uniknąć odpowiedzialności - nie musisz się odwracać, kiedy ktoś woła cię w tłumie. To na pewno nie o ciebie chodzi. :D
OdpowiedzUsuńAle w imieniu Ania zawiera się wiele możliwości. Bo są osoby, które mogą być tylko i wyłącznie Anią, są osoby, które po prostu muszą być Anką i są również Anny i wszystkie są zupełnie inne ;D
UsuńAle serio, w tym odwracaniem się, to niezły patent ^^
Ja zawsze lubiłam "Anię" - nie, wcale nie dlatego, że mam tak na drugie :D To imię daje mnóstwo możliwości. Może być Anką, Anią, Anną, w zależności od tego jaki ma nastrój, jaki charakter. Nie mogę odżałować, że na pierwsze mam pospolicie - Paulina, kiedy mogłam być Anią z siedmioma piegami ;)
UsuńAle w sumie słyszenie swojego imienia non stop może nieźle wkurzać. Choć pewnie i tak miewasz sytuacje, kiedy bez potrzeby reagujesz na swoje imie :P
UsuńJak dla mnie imię nie ma wielkiego znaczenia. Te badania, że traktujemy przychylniej naszych imienników? U mnie to nie bardzo działa, a Natalii znam sporo, bo to dość popularne imię (w mojej klasie razem ze mną są trzy, brr - niesamowicie irytujące)
OdpowiedzUsuńHmmm, może to tylko amerykańcy są tak radośnie nastawieni do swoich imion ;P
UsuńZawsze lepiej być Kaliną (osobiście nawet jedną znam ^^) niż np. Kasią - mam ich w klasie pięć, a poza tym pewnie jeszcze z dziesięć znam. Ja mam na imię Martyna i choć wolę, gdy się mówi na mnie Tina, to tylko w internecie się to przyjęło - w życiu rzadko ktoś się tak do mnie zwraca, za to uporczywie próbują zdrabniać do Marty, a wtedy wręcz wychodzę z siebie :/
OdpowiedzUsuńNie ma nic gorszego niż kijowe zdrobnienia! :P
UsuńNajgorsze jest zdanie: nie znałem nikogo o takim imieniu! Albo: czy jesteś z Polski? Ewentualnie, mój mistrz: jak masz naprawdę na imię? Bo chyba takie nie istnieje...
OdpowiedzUsuńWkurzają mnie przechrzczenia na Igę albo Kingę. Nie wiem, czy traktuję moje imienniczki lepiej, chyba nie. Sama znam 3 inne Ingi. Co prawda piosnek o mnie nie śpiewają, ale za to czasem pojawiam się w filmach i serialach... I umieram albo dostaję największe wciry :D ostatnio oglądałam telewizyjną wersję Dziewczynki z zapałkami... Nazwanie jej Ingą bylo dla mnie ciosem ;p
Ogólnie raczej lubię moje imię i dobrze mnie opisuje, choć nie raz zastanawiałam się nad zmianą, by oszczędzić ludziom problemów xD a Kalina to bardzo ładne imię moim zdaniem :)
Hahah, naprawdę cieszę się, że nie jestem osamotniona w posiadaniu imienia, którego wielu ludzi nie potrafi ogarnąć :D
UsuńI dziękuję :)
Ja też, dziwnoimienni łączmy się! :D
UsuńStwórzmy jakiś klub dziwaków xD
UsuńNo! Walczmy o prawa mniejszości imiennych!
Usuń(a propos, przy bierzmowaniu dowaliłam sobie Adelajdę jako patronkę, też się trzeba tłumaczyć...)
Jak dobrze, że FSM nie wymaga od swoich wiernych nadawania sobie dziwnych imion :D
Usuń