![]() |
| Z cyklu: być w Warszawie 10 kwietnia - Żydokomuna. |
Nie lubię powrotów. Powroty są
ciężkie, niezręczne i wymagają wyjaśnień lub w najlepszym wypadku odpowiedzi na
pytania „Jak było?”, „Czy bardzo tęskniłaś?” itp., jednak pomimo całej mojej
niechęci wycelowanej w stronę powrotów, postanowiłam dziś uraczyć was – Co Bardziej
Rozgarnięci Czytelnicy – swoją obecnością. Zdawało mi się, że porzuciłam blog
na długie miesiące, w rzeczywistości nie było mnie przez jakieś trzy tygodnie.
Wystarczająco długo, abym zaczęła tracić obserwatorów i pomysły…
Chcecie wiedzieć co było, kiedy
mnie nie było? Wiem, że nie. Opowiem tak, czy siak, wasze błagalne spojrzenia na
nic się tu nie zdadzą. Po pierwsze wywalczyłam sobie zwolnienie z pisania
egzaminu na „M” z języka polskiego. Tak, musiałam się pochwalić, żaliłam się tu
na każdym etapie moich przygotowań,
jestem wam to winna. Ale muszę stwierdzić, że największe znaczenie ta
informacja miała dla mnie tego samego wieczoru, którego ją otrzymałam. Teraz
radość ustępuje panice, którą jednym zdaniem określić mogę jako „Ojenyjeny,
zmieniam się w humana, mam braki z fizyki, nie zdam z matmy!”. Nieważne.
Wspomniany wyżej wieczór
zapamiętam na długi czas. Co najważniejsze, wcale nie z racji swojego słodkiego
tytuliku finalistki. Pierwszy raz udało mi się odczuć radość z czyjegoś
szczęścia. Nie bierzcie mnie za socjopatkę, zawsze cieszyłam się z sukcesów
rodziny, bliskich oraz ludzi, którzy nie są moimi rywalami na żadnym polu, ale
kiedy przychodziło do jakiegoś współzawodnictwa, nie umiałam skakać z radości,
bo komuś poszło lepiej niż mi. A na olijpie? Jak tylko usłyszałam nazwiska
swoich okręgowych współolimpijczyków, chciałam natychmiast do nich lecieć i
uświadamiać im, że są najlepsi na świecie. Dziwne, ale o sobie nie myślałam,
byłam pewna, że nie usłyszę swojego imienia i nazwiska z ust szanownego przewodniczącego
jury. Da się nie być samolubnym kotem? Da się!
Muszę przyznać, że cała ta zabawa
trochę otworzyła mi oczy. Poznałam garstkę naprawdę fajnych ludzi, o kontakt z
którymi będę dla odmiany dbać. Odkryłam, że humanista humaniście nie równy i że
jestem na niezłej drodze, aby móc się nazwać humanistką. Dowiedziałam się
istnieniu wielu świetnych poetów i prozatorów, prawie zobaczyłam grób
Baczyńskiego i Basi. Udowodniłam, że można ciągnąć wiele rzeczy jednocześnie i
podczas jednego wyjazdu obskoczyć olimpiadę i turniej psychologiczny. Pokonałam
swój strach przed jazdą pociągiem. Naliczyłam setki hipsterów i poćwiczyłam
klasyfikację ich ze względu na proporcję swagu do vintage’u w ich OOTD…
Chyba nie mam nic więcej do
dodania, trochę głupio… Naprawdę nie znoszę czytać takich postów, a co dopiero
pisać. Zgroza. Obiecuję jednak, że ten stary, dobry, wredny kot wróci i
zabierze stąd tą wariatkę, która tylko by się uzewnętrzniała…
Szczere Kocisko

Gratulacje! ;) A chęć cieszenia się z innymi i radość z ich sukcesów to nic złego ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńWiem, że to nic złego, ale nie jestem do tego przyzwyczajona, więc czułam się trochę nieswojo ;P
10 kwietnia w Warszawie? Obchodziliśmy rocznicę śmierci Kaczmarskiego. :)
OdpowiedzUsuńJa walczę o prawo nazywania siebie umysłem ścisłym, ale wychodzi jak wychodzi. Za mało skupienia na cyferkach, za dużo zaliczania innych dziedzin.
Gratuluję finalisty. Wizja braku matury jest piękna.
No tak, nawet byłam przy jego grobie na Powązkach. Ale chyba dopiero 11 ;P
UsuńJa chyba się po prostu wolę nie nazywać, bo każde określenie jest trochę niepełne... Sama nie wiem...
Dziękuję :D
Jak sie mozna bać jeździc pociągiem? Dobrze, że sie z tego wyleczyłas, pociągi są kochane :) Cóż, ja startuję w olimpiadzie polonistycznej za rok i juz sie boję, wiec tym bardziej gratuluję-właśnie dokonałaś czegoś, co dotychczas wydawało mi się niemożliwe ;)
OdpowiedzUsuńZawsze bardziej cieszę sie z czyjejś wygranej, i jest to czasami troche dziwne, jak sie cieszę bardziej od samego zwycięzcy...
Hej
Powodzenia, to nie takie strasznie, jak się wszystkim wydaje ;P
UsuńŁał, ale miałaś fajnie, Kocie... Nie tyle że konkurski i sława, ale zobaczyć stolice to już coś, zwłaszcza w taką nieobojętną datę... Zobaczyć grób Kaczmarskiego, takiego poety, boga mojego gimnazjalnego życia - o, ile ja bym za to dała! Choćby to motywuje mnie do staranniejszej niż zwykle nauki polskiego... Który kocham i tez się do miana humanisty już przymierzam... Takiego jeszcze pół-w-pieluchach-pół-z-głową-w-chmurach, ale może przez dwa lata liceum które mi zostały coś ze mnie wyrośnie :D
OdpowiedzUsuńEj no, jak możesz pisać że to nudne? Nawet sprawozdania z podróży mogą być ciekawe! Naliczyłaś się hipsterów- w pociągach to normalka. Zwłaszcza tych relacji Gdańsk- Poznań, jak twierdzi mój studiujący kuzyn. Na trasie Gdynia- Piła nie jest już tak fajowo, no bo tez czym się można w Pile lansować?
A znajomość hipsterów się przyda, będzie o czym magisterkę pisać.
Wiem, że miałam fajnie, siedziałabym tam jeszcze z tydzień najchętniej :P
UsuńW sumie nie wiem, czy nudne, ale nie jest to coś, co chciałabym pisać niestety :D
Hmmm, idę na kognitywistykę, hipsterzy chyba mi się nie przydadzą, no chyba że mają jakąś wyjątkową budowę hipokampów ;P
Gratulacje! Nie takie straszne, jak się wydaje? Kocie, ja się po Twoich postach zaczęłam bać olijpu! Ale tak bardzo chciałabym nie pisać choć jednej matury... ;-;
OdpowiedzUsuńChcesz iść na kognitywistkę? Odkąd tylko dowiedziałam się, że coś takiego istnieje i nauczyłam się to poprawnie wymawiać, zainteresowałam się tematem, ale nie jestem pewna, czy to dla mnie i co można po tym robić, choć dziedzina jest niezwykle interesująca. A na jaki uniwerek? :)
Smacznego jaja!
Nie trzeba się bać olijpu, tak w perspektywy czasu widzę, że wyszli na nim najlepiej ci, co się nie bali :P no tylko trzeba dużo czytać i jeszcze więcej pisać :D
UsuńKognitywiści mogą robić, co chcą, a co! Miejsce dla nich się znajdzie i w ośrodku badawczym, i w agencji reklamowej, więc możliwości jest sporo, poza tym dziś coraz przychylniej patrzą na interdyscyplinarnych ;)
Na razie myślę, nas Szczecinem, bo blisko, ale pewnie skończę w jakiejś Warszawie, czy innym Wrocławiu :P
Nawzajem!