13 komentarzy:

  1. Aż miło poczytać, jak sie komus udało :D Serio, podobno ludzie są zawistni, ale mnie to chyba nie dotyczy.
    Sama nigdy nie dzielę życia na lata kalendarzowe, tylko szkolne. Jakos większość przełomowych momentów w moim życiu miało miejsce w wakacje, i o wiele łątwiej mi też iść do następnej kalsy jako "nowa, lepsza" osoba, niż stawać się taką z 31 grudnia na 1 stycznia. Więc nowy rok to dla mnie data umowna i słuzy raczej uporządkowaniu, kto w tym roku umarł i co się działo w polityce ;) Ale nie mam postanowień i nie wpływa na zimowa noc na moje życie.
    pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie uznaję oba podziały. Rok szkolny dzielę ponadto na trymestry, więc po trzy razy w roku mam okazję stać się systematyczną i dokładną :)
      Cieszę się, że miło, taki był plan :D

      Usuń
  2. Pytanie i "krytyka"
    Zastanawia mnie, dlaczego Twój post podsumowujący rok 2014 zawiera tyle pozytywów? (wykluczając ograniczenie internetu, ale mam wrażenie, że ten problem nie spędza Ci snu z powiek:) Rozumiem, że możesz być optymistką, marginalizować problemy które przeszkadzają Ci w dojściu do celu (wymarzonej Siebie?), ale czy wtedy nie przegapisz momentu, w którym przestaniesz siebie kształtować. Innymi słowy: zamiast problemy usuwać, zaczniesz je akceptować, a Twoje "Ja" idealne będzie fałszywym przekonaniem o osiągniętym celu - a nieświadomość to chyba żadna satysfakcja...(?)
    Piszesz że od kwietnia przeczytałaś 43 książki. Szczerze gratuluję. Zastanawia mnie tylko, gdzie one wszystkie teraz "są"? Ich liczbę znasz (i dobrze), część z nich pozostała w notowanych przez Ciebie (chyba od niedawna) cytatach - też fajnie, część w końcu ujawnia się na blogu w postaci recenzji - i super. Jestem tylko ciekawa "gdzie są wszystkie pozostałe"?? Jako osoba zajmująca się literaturą (a więc w pewnym stopniu świadoma) wiesz, że książki nie można "po prostu przeczytać" - trzeba ją przemyśleć. Zastanawia mnie, co wyciągasz z książek o których nie piszesz, i dlaczego o nich nie wspominasz.

    Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten post, podsumowanie roku 2014, napisałam w bardzo pozytywnym tonie - to fakt. I już tłumaczę dlaczego: w samym wstępnie wspomniałam, że nie lubię czytać czyichś narzekań na nieudane życie, porażki i uczucie zniechęcenia. Postanowiłam więc zrobić coś innego, szczególnie, że zauważyłam, że prawie wszystkie powzięte postanowienia udało mi się spełnić. Uważam, że charakter tego tekstu jest jak najbardziej na miejscu - chodzi mi o to, aby pokazać, że kiedy wyznacza się sobie realistyczne cele, bez większego problemu można je osiągnąć - szczególnie te związane z własnym podejściem do siebie. Co więcej, po opublikowaniu wpisu już kilka osób zwróciło się do mnie, twierdząc, że udało mi się ich zmotywować do działania.
      Nie jestem prawdziwą optymistką i nie marginalizuję swoich przywar - ten wpis po prostu nie jest po to, aby się na nich skupiać. Fakt, że widzę swoje wady (np. problem z internetem - i tak, czasami spędza mi sen z powiek, kiedy budzę się w nocy i mam ochotę sięgnąć po telefon, na szczęście potrafię się już jej oprzeć) tylko świadczy o tym, że raczej nie trwam w fałszywym przekonaniu. No i uważam, że aby dążyć do samoudoskonalenia trzeba przede wszystkim siebie akceptować...
      Wiem, że informacja o przeczytanych książkach może brzmieć, jakbym traktowała je ilościowo. Jestem zadaniowcem i ta sama część mnie, która mówi "wygraj coś!", czy "czytaj książkę tygodniowo", sprawia, że liczę zadania z fizyki podczas przerwy świątecznej, toteż nie widzę w niej nic złego.
      Gdzie są te książki? Większość w bibliotece... I oczywiście w mojej pamięci. Nie będę kłamać, że każda otworzyła mi na coś oczy, nauczyła czegoś, czy zmieniła mnie w znaczący sposób. Czytanie to rozrywka i dobra książka znaczy dla mnie tyle, co dobry film, czy dobra gra komputerowa, analogicznie - słaba książka nie jest niczym więcej, niż słaby film. Te 43 książki to również poszukiwanie tego, co lubię, co mi się podoba, a co nie. To wiedza, że nie lubię Jelinek i uwielbiam Goethego, że wolę japońską oszczędność w słowach i surrealizm, niż realizm magiczny i charakterystyczną dla literatury iberoamerykańskiej narrację.
      Cytaty zbieram mniej więcej od roku. Wcześniej zadowalałam się robieniem im jedynie zdjęć, od kwietnia zapisuję je w specjalnym zeszycie. I wydaje mi się, że właśnie te cytaty są najważniejszym, co zostaje we mnie po przeczytanych książkach. To są celne myśli, spostrzeżenia, czasem fragmenty dialogów, które szczególnie trafnie - moim zdaniem - opisują rzeczywistość, czasem mnie, czasem moje poglądy, czasem to pod ich wpływem coś się we mnie klaruje. Proszę nie posądzać mnie o bezrefleksyjną lekturę.
      Czemu o innych książkach nie wspominam? Nie lubię pisać recenzji ani polecać ludziom lektur, filmów, muzyki etc. o ile dana rzecz nie zawładnie mną tak, że nie mogę przestać o niej myśleć. Nie jest również celem tego bloga - ani tym bardziej tego tekstu - prezentowanie czytanych przeze mnie książek i tego, "gdzie są".
      Mam nadzieję, że rozwiałam wszelkie wątpliwości.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Absolutnie nie zarzucam Ci bezrefleksyjnej lektury! - naprawdę. Pisałam, że szczerze gratuluje Ci ilości książek przeczytanych, którą podałaś (ani cienia ironii). Nie oczekuję też, że Twój blog stanie się zbiorem recenzji i i tytułów "tekstów kultury" które polecasz, bo to też nie spełniałoby ujęcia literatury w owym "refleksyjnym sensie" który mam na myśli. Wiedząc że lubisz (musisz?;) pisać, śledzisz swój rozwój i to co go kształtuje, wreszcie że sporo poznajesz (czytasz, chodzisz na wystawy), zastanawia mnie, dlaczego stosunek przeczytanych książek do ilości refleksji (ogólnych!) które Ciebie przecież budują (o czym wiesz), jest większy. Właśnie o to mi chodziło w pytaniu "Gdzie są przeczytane książki?".
    Nie uważam, aby ten post (ze względu na swój optymistyczny charakter) był nie na miejscu - pytałam o przyczynę tego charakteru. Skoro uważasz, że nie marginalizujesz swoich przywar sądząc że wymieniłaś jedyną zeszłoroczną wadę: "uzależnienie" od internetu - podziwiam powodzenie w osiąganiu własnych szczytów (i tutaj trochę zamierzonej ironii jest...)

    Irena

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się podoba, że Twoje podsumowanie skupia się na pozytywach. Dobrze jest widzieć, że nie rzuciłaś słów na wiatr i Twoje postanowienia mają ręce i nogi :) to też istotne :D "Raz w miesiącu z kimś gdzieś wyjść" też tak kiedyś miałam - i też mi się to swego czasu udało, może nawet jak byłam w Twoim wieku.

    A co do uzależnienia od internetu - to nie było moje postanowienie noworoczne, wyszło z dnia na dzień i powoli odcinałam różne marnotrawne tworzywa internetu. Od ograniczenia Facebooka, Tumblra, jak i bloglovina. I ogólnego sprawdzania co się dzieje na świecie co chwilę. Ale u mnie to chyba wynikło ze zmęczenia materiałem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam momenty, że też mi się udaje odpuścić, ale często zupełnie bezwiednie siedzę w internetach, albo próbuję coś znaleźć, a nagle okazuje się, że robię zupełnie coś innego ;)

      Usuń
  5. Gratuluję! No i powodzenia, żebyś o przyszłym roku mogła zrobić takie samo podsumowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak rok temu postanowiłyśmy, że nie będziemy ofiarami :D

      Usuń
  6. no tak, ograniczanie internetu to niełatwe zadanie, coś o tym wiem :D w każdym razie super, że tyle rzeczy się powiodłlo, z socjalizowaniem się na czele ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to socjalizowanie się, to chyba największy "sukces" :d

      Usuń
  7. Dlaczego lubisz Goethego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to, że mnie zaskoczył :)
      Zabierając się za "Cierpienia młodego Wertera" spodziewałam się egzaltowanej papki - tak to chyba jest najczęściej przedstawiane. Okazało się jednak, że - w moim odczuciu - jest to dość trafne studium przemian zachodzących w inteligentnym człowieku uwikłanym w nieszczęśliwą miłość. Nie wiem, przemawia do mnie tragedia Wertera, może czynnikiem jest tu mój wiek...
      Po "Werterze" zabrałam się za "Fausta". I choć nie mam zbyt wielkiego obeznania w dramatach ani aparatu pojęciowego, to muszę przyznać - czytało mi się go bardzo przyjemnie, a przyjemność z czytania jest dla mnie ważna. Goethe bardzo zgrabnie operuje językiem, o czym przekonałam się już czytając "Wertera", więc dlaczego miałabym go nie lubić? :)

      Usuń