![]() |
| Sztuczne Fiołki |
Tak, posłużyłam się cytatem z najlepszych polskich pierogów. Przecież
sama z siebie nie powiedziałabym, że – tfu-tfu – lubię ludzi! Prawda?
Z tym, że jednak lubię. Zauważyłam to w momencie, w którym próbowałam
znaleźć część wspólną moich pasji, jakieś spoiwo umożliwiające połączenie zainteresowania
literaturą, muzyką, filmem, sztuką w ogóle (zainteresowanie, nie żebym się na
tym jakoś szczególnie znała!), a do tego filozofią (i znów - na ten temat moja
wiedza jest tak nikła, jak silna jest moja fascynacja), psychologią i
patologiami funkcji poznawczych, pamięcią, neurodegeneracyjną teorią depresji.
Jejku, to tak fajnie brzmi, że trochę przybijam w tym momencie piątkę sama
sobie.
Ludzie to moje hobby. Nie tylko treści o ludziach, nie tylko badania nad ludźmi. Także ludzie w relacjach. I anonimowi ludzie w autobusach. I ludzie
nieszczęśliwi. I ci pogubieni. I ci szczęśliwi, i inspirujący – bardzo! I być może to nieładnie
z mojej strony, ale chętnie podglądam ich przez dziurkę od klucza. Podobnie,
jak książkowymi, czy filmowymi kreacjami, żywię się anegdotami, tajemnicami i
zwierzeniami. Ale chyba jestem w tym całkiem nieszkodliwa, prędzej organizm
symbiotyczny, niż pasożyt. Bo staram się nie narzucać swoich racji, trochę
pomilczeć, przemilczeć, nie nieść w świat radosnej nowiny, że ktoś, coś (staram
się), a czasem i uda mi się pomóc. Pomóc – brzmi wzniośle, ale nie, ja
tylko słucham…
Umiem słuchać i może powinnam być w tego dumna, bo podobno to rzadkie –
potakiwać w odpowiednich momentach, a oprócz tego rozumieć i jeszcze
zapamiętywać. A pamięć mam doskonałą. Czasami. Bo o ile zapamiętanie daty
dowolnego wydarzenia historycznego lub nazwiska jakiegoś dowódcy i tego, z kim
i o co się bił przychodzi mi z gigantycznym trudem, tak
opowiastki z życia ludzi gdzieś we mnie zostają.
Pisząc to, pomyślałam, że historia to oczywiście humanistyka, humanizm jakiś średni. Bo jeśli w humanizmie,
a może tylko w potocznym sposobie rozumienia tego słowa, centrum zainteresowania
stanowi człowiek, tak w historia kręci się głównie wokół zamachów na człowieka.
W każdym razie ta historia, której uczą w gimnazjum lub na podstawie w liceum.
Osiągnięcia człowieka i kontekst kulturowy przez cały tok mojej nauki historii
stanowiły mały procent i były traktowane po macoszemu w stosunku do nauki o
tym, że był sobie jakiś facet (w znakomitej większości), co mógł, lub był
przekonany o tym, że mógł, kazać innym umierać i próbach zapamiętania, jak
nazywali się jego kumple i kogo kiedy zabili. No dobra, rozumiem, że spłycam, i że wiedza o
tym jest potrzebna, aby móc zrozumieć, dlaczego odkrywano nowe lądy, rozwijano
technikę i kształtowano kulturę, że związki przyczynowo skutkowe i tak dalej,
ale naprawdę, zupełnie mnie to nie kręci. Jednak z cieniem zazdrości patrzę na
tych, których – i owszem – kręci.
Ale mam swój humanizm. Mój humanizm to angażowanie się w życie bohaterów literackich,
słuchanie w szkolnej ławce ploteczek i – uwaga, to najważniejsze – empatia.
Szczere Kocisko

Obserwacje są cudowne. I nawet trudno wyobrazić sobie, jak bardzo potrzebne. Ludzie umiejący widzieć ( a nie tylko gapić się bezmyślnie) zawsze mają coś ciekawego do powiedzenia, mają ciekawsze refleksje, głębsze przemyślenia, wreszcie, choć wydaje się to dziwne, lepiej rysują. Bez obserwacji świata choćbyś miał zajebisty talent będziesz wiecznie rysował ładne dziewczynki w dżinsach i domki z dwoma oknami i drzwiami na froncie. Żeby wprowadzić jakiś ciekawszy element musisz postać i poobserwować kamienice, obserwować stroje ludzi, takie głupoty jak: jaki kolor podeszwy występuje najczęściej (wcale nie koniecznie czarny!)
OdpowiedzUsuńLudzie są szalenie interesujący, każdy to taki mały świat więc analogicznie, poznanie jednego człowieka to tak samo długi i skomplikowany proces jak poznaniwecałego naszego świata.
Co do obserwacji - co prawda nie rysuję, ale piszę, więc również muszę się bacznie otoczeniu przyglądać i "badać". I uwielbiam się tak wręcz nieuprzejmie na ludzi gapić. Lustrować po kawałeczku ich twarze, gesty, ruchy i mieć nadzieję, że nie odpłacą się tym samym, bo z kolei gdy ktoś przygląda się mi, bardzo się krępuję ;)
UsuńLubię obserwować i słuchać, ale tego, co sami ludzie mówią o sobie i konfrontować z tym, co widzę.
OdpowiedzUsuńPlotka mocno potrafi skrzywdzić. Zresztą... jeśli z kimś plotkujesz, to ten ktoś też plotkuje o Tobie. Choć nie wiem, co inni mogą postrzegać za fascynujące w moim życiu, które raczej marnie jest ukorzenione w rzeczywistości i bez bycia mną jakiekolwiek jego określanie będzie niepełne i bardzo często krzywdząco błędne. I wychodzę z tego samego założenia wobec innych. Grunt to dystans... (Kiedy człowiek mniej papla, a więcej myśli, to potrafi dojść do różnych wniosków!...)
Może to "plotkowanie" źle brzmi, ale wydaje mi się w sumie, że poprzez "ploteczki" najwięcej to można dowiedzieć o osobie mówiącej - na co/na kogo zwraca uwagę, w co wierzy, co o czym myśli. W takim wymiarze lubię. Poza tym, to już nie podstawówka i powtarzanie niestworzonych historii na czyjś temat. Tak, tak, bronię się, ale cóż poradzić, lubię... No i tak - kiedy to o mnie "plotkują" (choć w sumie nie wiem, czy to właściwe określenie), przyjmuję to na klatę. Ale to chyba nie zdarza się często ;)
UsuńA jednak dzieje się to czyimś kosztem. No właśnie, nie niestworzonych - bardziej prawdopodobnych, ale jednak wciąż kłamliwych.
UsuńTego się nie dowiesz nigdy na pewno :P
jej, ja też uwielbiam ludzi i ich historie! czytać, słuchać. przytakiwać. czasem doradzać. a także opowiadać swoje :D
OdpowiedzUsuńludzie są tacy ciekawi. nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać.
Z zaskakiwaniem to jak z zaskakiwaniem - mnie na pewno nie przestaną fascynować :)
Usuń