2 komentarze:

  1. Gdy słyszę słowo "performance" natychmiast się zjeżam... Kojarzy mi się to tylko z działaniem bezsensownym i uderzającym w etykę danej społeczności. Dlatego wolę chyba mówić...projekt. Projekt Anny Odell jest interesujący i moim zdaniem dobrze oddający potrzeby ludzi. Ale jakos nie wierzę, żeby taka aranżowana próba samobójcza dała jakis inny efekt niz skandal. Za to właśnie nie lubię słowa performance. Masy nie traktują tego poważnie. No i nigdy nie uwierzę, że państwo, policja czy jakakolwiek instytucja zwróci uwagę na problemy jednostki... Ale nie uważam Anny Odell za idiotkę. Doceniam jej walkę z wiatrakami...
    Kurcze, opisałaś fascynujacy film. Aż mam ochotę go obejrzeć. Co mnie zaskoczyło? To, że ci ludzie poczuli wyrzuty sumienia, byli zszokowani tym, jak Odell ich odbierała. Owszem, nie chcieli brać na siebie odpoweidzialności za to... Ale nie spodziewałabym się nawet tyle po ludziach.
    Zgadzam się, że wielka wartością jest bycie po stronie słabszych i pokrzywdzonych... Jeżeli tylko masz dość siły, bo oni bardzo wciągają pod wodę, bardziej niz tonący...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, "performance" to jedno z tych pojęć, które pomimo swojego powypaczanego na wszytstkie strony znaczenia, nadal znajduje się z moim słowniku, może trochę niesłusznie, nie wiem.
      Wydaje mi się, że projekt Odell miał sens i wyróżniał się spośród masy innych... no właśnie, performance'ów, jednak w praktyce pozostaje wyłącznie kuriozum, które może wkurzać Szwecję i sprawiać, że reszta świata pokiwa głowami i w zadumie powie "Ach, to wrogie państwo opiekuńcze..."
      Film zdecydowanie fascynuje, ale ta reakcja ludzi wydaje mi się całkiem naturalna - nigdy nie brali pod uwagę, że ktoś ma ich za oprawców, ciągle powtarzali, że jak to, przecież "zostali wychowani na porządnych ludzi"
      No i tak, słabsi bywają toksyczni, zdarzają się takie ludzkie bluszcze. Ale chyba warto, przynajmniej w jakimś stopniu, być po ich stronie :)

      Usuń