Dużo myślałam. Od kilku tygodni planowałam powrót tutaj,
zmieniłam szablon (jeśli kłuje Cię w oczy któryś z jego elementów, np. nadmiar
różnych czcionek lub zbyt duży margines i znasz się na rzeczy, chętnie przyjmę
pomoc), próbowałam pozbierać rozproszone przez ostatnie tygodnie myśli, aby
nadawały się do podania w zwięzłej formie, i teraz, kiedy nie mam już żadnych
wymówek, żadnych zadań do wykonania czy matur do zdania, okazuje się, że nie mam
jeszcze czegoś. Pomysłów.
Powinnam się była tego spodziewać, nie raz moje pisanie dało
mi jasno do zrozumienia, że im dłużej trzymam się z dala od słów, tym bardziej
się wyjaławiam. Na tym etapie nie pomaga mi już nawet twórcza kradzież i czytanie
ciekawych biografii (właśnie kończę listy Lennona). Na tym etapie spędzam dzień
siedząc przed ekranem komputera, słuchając nowej płyty Snoop Dogga i
przerywając i tak powoli idące pisanie, bo właśnie przypomniało mi się, że
zawsze chciałam obejrzeć pewien teledysk Lady Gagi, ale zawsze miałam jakieś
lepsze zajęcia. Cóż, teraz nie mam żadnych.
Pomijając już wszystko, co myślę o najbliższych czterech
miesiącach, czego się obawiam i na co liczę – bo przecież każdy ma teraz w
głowie podobne bzdury – jestem na siebie trochę zła, a trochę zawiedziona, bo
rok, który zwykłam uważać za bardzo pracowity i ważny, i wymagający,
doprowadził do tego, że jestem rozleniwiona jak jeszcze nigdy. Czuję się jak
bezwładny worek mięsa, bez żadnego celu ani funkcji. A to dopiero drugi dzień
moich wakacji!
Jak widać, jeszcze nie wróciłam. Ale cierpliwości.

Brak komentarzy: