Czemu zaczynam
od Bursy? Napisał bowiem pewien wiersz, może znacie, nosi tytuł „Ja chciałbym
być poetą”. Nie będę przytaczać, odeślę.
Z kolei Ola z
bloga Wolniej pod wpływem „Sztuki rymotwórczej”
Dmochowskiego napisała, że bloger to poeta.
A ja ?
Ja
chciałabym być blogerką
Bo byczo u
blogerki
Bo u
blogerki ciągle dary
Zamszowe
buty, okulary
I dobrze żyć
na świecie
No dobra,
nie o tym marzę. Ale profesjonalizacja blogowania czasami wchodzi mi na
ambicję. Choć sama w sobie mi nie przeszkadza. Cieszy mnie to, że blogi stały się dobrą
alternatywą dla mediów rozumianych w tradycyjny sposób. Szczerze mówiąc, prawie nie czytam „amatorskich” (czyt.
nieznanych/niedopracowanych/nieaktualizowanych regularnie) blogów i
odkąd poświęcam swoją uwagę tylko tym, w których publikowane treści są
przemyślane, przekazane w sposób porządny i – no właśnie – profesjonalny,
czuję, że nie marnuję swojego czasu w Internecie.
Tylko, że
też bym tak chciała! Chciałabym być internetowym twórcą. Nie teraz. Nie za
miesiąc, kiedyś.
Ale siedzi
we mnie taki mały gnom, który wciąż się wzbrania przed kupnem witryny albo
korzystaniem z profesjonalnych narzędzi i któremu najczęściej wystarczają
statystyki Blogspotu zamiast Google Analytics. I tak dalej.
Mogę sobie
czytać teksty opracowywane przez tych, którym już się udało. Rozumieć, jak
ważne są ciężka praca, pomysł i kontakt z czytelnikami. Mogę być tego wszystkiego
świadomą. I pamiętać, że prowadzenie bloga ma sprawiać mi przyjemność, a
niechęć, znużenie i uciekanie od pisania to znak, że coś trzeba zmienić. Tylko,
że nie mam pewności, że kiedyś to zacznie działać.
Być może
pisanie o tym nie jest najmądrzejsze. Możliwe, że właściwszą opcją byłoby przybranie postawy fake it until you make it, codzienne
silenie się na nowe wpisy, spamowanie w social media i desperackie szukanie ofert
partnerstwa czy robienie z siebie taniej powierzchni reklamowej, jednak wychodzę
z założenia, że tutaj nie ma właściwych
opcji. Tutaj są ludzie.
Brak komentarzy: