Skoro i Skamander, i futuryści, i
wielu innych, jak na przykład Bursa, mogli pisać o rzeczach błahych,
codziennych i tak bardzo nie poetyckich, to raz na ruski rok mogę odejść od
tematu edukacji, przyszłości oraz niezrozumianych geniuszy (Zauważyłam, że
wiele wejść na tego bloga ma miejsce po wygooglowaniu hasła „geniusz nieprzystosowany
do życia”, co mi w sumie schlebia…) i zająć się tematem mody. Jednak nie
spodziewajcie po mnie się żadnego OOTD ani rozprawy na temat najlepszej szminki
w kolorze „nude”. Chciałabym raczej zastanowić się czym jest moda i… czemu tak?
Zwykle nie miałam nic przeciwko promowanym
stylom, choć raczej nigdy się z nimi nie utożsamiałam i nie starałam się ślepo
naśladować tego, co widoczne było na ulicach, w Internecie, w telewizji. Zwykle
sklepy zostawiały furtkę, na tyle obszerną, by nie stracić klientów i na tyle
wąską, by… nie stracić klientów. Po prostu zachowywano równowagę. Różne firmy
prezentowały zawsze coś troszkę innego, sklepy internetowe stanowiły jakiś
rodzaj opozycji, istniała do-wolność. Wszystko stanęło na głowie wraz z
pojawieniem się hipsterów. Zabawne, prawda? Dążenie do jak największej
odmienności, tępienia głównych nurtów i postaw konsumpcyjnych, spowodowało
zupełnie odmienny skutek. Wstydźcie się hipsterzy! Wyciągając z szaf rodziców
stare swetry, nosząc się tak nonszalancko, nie licząc się zupełnie z rozmiarem,
krojem i oceną, czy wyglądacie w czymś dobrze, zmusiliście do tego połowę
społeczeństwa, które chcąc nie chcąc ubiera się w sieciówkach. A co mają zrobić
sieciówki, by dogodzić subkulturze, do której nikt oficjalnie nie należy? A to
zagwozdka – myślą projektanci – może posłużymy się zasadą „im brzydsze, tym hipsterższe”. Jak pomyśleli, tak
zrobili, więc teraz znaleźć coś, co wykracza poza ubrania typu „basic”, a nie
jest jeszcze ani „boho”, ani „azteco”, nie ma za sobie złotych ćwieków, nie
jest w odcieniu beżu, nie ma na sobie wąsów, jaskółek, ani okularów-kujonków,
to sztuka.
W ten sposób wymagane jest od nas
dostosowanie się w jakiś sposób, do sytuacji w sklepach. Dziewczyny mają
prościej, do wielu krojów już jesteśmy przyzwyczajone, nasza szafa jest o wiele
bardziej zróżnicowana. Ale co ma powiedzieć chłopach, który nie może znaleźć zwyczajnych
jeansów spomiędzy kolorowych rurek, ani koszulki bez dekoltu w serek. Działy
męskie zdominowane przez fantazyjne tuniczki z dekoltem, połyskliwe swetry,
apaszki, przykrótkie, kolorowe portki i nie mniej kolorowe, istnie bajeczne
koszule w kratę. Naprawdę, jest ciężko…
Śmieszą mnie też ci, którzy w
poszukiwaniach indywidualności zawsze idealnie wpasowują się w modę… Najczęściej
jest wypromowany jakaś dyżurny trend, który symbolizuje odmienność, którego na
pęczki jest w każdym sklepie. Może kiedyś sformułuję nawet jakiś cykl rozwojowy
„indywidualisty”… Tak, chętnie zabiorę się za coś takiego, co wy na to?
Szczere Kocisko
Nigdy jakos sie modnie nie ubieralam czy zachowywalam. Hm. Chodzisz do Amerykansiej szkoly czy cos ?
OdpowiedzUsuńMoja szkoła to taki jakby eksperymentalny ogólniak :) czyli zamiast klas są kursy, zamiast profili - specjalizacje i rok dzieli się na trymestry... Czytałam u ciebie coś o mentorze, krążą plotki, że u mnie za parę lat tez ma powstać coś takiego...
Usuń