Ostatnio trochę pobiadoliłam o
tęsknocie. O tym, jak nasza pamięć płata figle, zmuszając nas do niedorzecznych,
w gruncie rzeczy, wzruszeń. Jednak wiesz, Co Bardziej Rozgarnięty Czytelniku,
jak to jest z kotami takimi, jak ja. W kocim świecie nic nie jest jednoznaczne,
a świat składa się z milionów możliwych rozwiązań okraszonych nieskończoną
ilością punktów widzenia. A każdy z nich czeka na kota, który go przyjmie. A
może to punkty widzenia przyjmują kota? Nie wiem.
Dziś Kocisko wedle kociej zasady „If
it fits I sits” przyjęło zupełnie inny punkt widzenia. Tym razem jestem prawie
bliska stwierdzeniu, że nie mogę się tej szkoły i jesieni doczekać. Że
potrzebuję nadmiaru spraw do załatwienia, nadmiaru informacji do zapamiętania i…
niedomiaru czasu. Całe wakacje mam coś do roboty, jak gdyby nigdy nic wstaję o
godzinie siódmej i zaczynam czytać. Potem jeść. Potem sprzątać. Potem ćwiczyć.
Potem czytać. I tak w kółko. Jednak cały czas coś nie daje mi spokoju. Jestem
tak zabiegana i zaaferowana niekończącym się biegiem wskazówek po tarczy
zegara, że większość czasu marnuję planując go rozsądnie upakować. Paranoja w
najczystszym wydaniu. Obmyślam, kalkuluję ile co mi może zająć, układam w
głowie plan dnia łudząco podobny do planu dnia poprzedniego. Nie wymagam
panowania nad czasem tylko od siebie – zmuszam rodzinę do określenia, jakie
zajęcie ma przypaść na jaki dzień, bo przecież „Mamo, ja mam w tym tygodniu
jeszcze dwie książki do przeczytania!”…
I dziś w mojej głowie pojawiła
się świeża myśl. Już niedługo nadejdzie czas, który nie pozwoli się poćwiartować
i upakować tak, aby zajął jak najmniejszą powierzchnię. Który będzie chciał się
ze mną ścigać, za którym będzie trzeba gonić co sił w nogach. Trzeba będzie
działać, działać, działać! Ze słodkim uśmiechem na ustach ucinać łeb pewnym
sprawom i na nowo nauczyć się rozsądnie rezygnować, zrozumieć, że nie da się
wszystkiego na raz. Jeszcze chwila i nie będzie czasu rozmyślać. A jak
wspominałam już wiele razy, rozmyślanie to przekleństwo, którym obciążony
został gatunek ludzki.
Kusi mnie myśl, że jeszcze kilka
tygodni i przestanę myśleć, że muszę z czymś zdążyć, i zacznę po prostu zdążać.
Jeszcze bardziej kusi mnie to, że jeśli przez następne miesiące dam z siebie
wszystko, to potem nie będę musiała praktycznie nic. A to, że się nie musi,
sprawia, że wszystko robi się z większym uśmiechem na ustach. A może po prostu
próbuję sama siebie okłamać i… uspokoić? Nie, lepiej nie dopuszczaj do siebie
takiej myśli Kocisko!
Zaczynam gadać sama do siebie?
Nie, ja po prostu prowadzę dialog z inteligentnym rozmówcą…
Szczere Kocisko
Sama czekam na wrzesień i rok szkolny, ale to raczej dlatego że aktualnie nie mam zbyt wiele ciekawych rzeczy do roboty, a moje ambicje kończą się na zaścieleniu łóżka, obejrzeniu kilku filmów i czytaniu książek.
OdpowiedzUsuńChętnie ponarzekam sobie na brak czasu na cokolwiek haha ;)
No, z jednej strony fajnie sobie czasem nic nie robić, oglądać filmy i czytać, ale na dłuższą metę przestaje to być zabawne ;)
UsuńMnie planowanie zupełnie nie wychodzi. Gdy odczuwam, że zbliża się nadmiar zajęć, uciekam. I też trochę czekam na wrzesień. Z jednej strony dlatego, że ostatnie dni sierpnia zapowiadają się bardzo ciekawie, a z drugiej - trochę stęskniłem się za tymi wszystkimi wstrętnymi, zdemoralizowanymi mordami ze szkoły. Za samą szkołą natomiast nie bardzo. ^^
OdpowiedzUsuńOj ja jestem mistrzynią planowania. Co więcej, jeśli nikt mi nie przeszkodzi swoim niezorganizowaniem, moje plany się powodzą ;)
UsuńJa własnie bardziej tęsknię za szkołą, niż za mordami... Szkoła sama z siebie jeszcze ujdzie ;)
W moich zawsze coś się pieprzy. Dlatego nie planuję ;)
UsuńKwestia wprawy ;P
UsuńMnie za to dopada wrześniowa depresja. Wszystko, tylko nie szkoła! Już nie chodzi o same chodzenie do niej, ale o czas dla siebie, którego nie będę miała w ogóle. Teraz czasami się nudzę, a przez zbliżające się dziesięć miesięcy nie będę miała czasu na nudę. Nie będzie czasu na zobaczenie filmu, na drzemkę, na zakupy, na książkę... Na nic. Liceum to piekło.
OdpowiedzUsuńTo teraz korzystaj. Zrób jak najwięcej jak najfajniejszych rzeczy. Wtedy nie będzie żalu i wyrzutów sumienia, że nie masz czasu dla siebie, a jak go miałaś to nie korzystałaś ;D
UsuńKorzystam, korzystam :p Nadrabiam zaległości w serialach, robię filmowe maratony i czytam rano i wieczorem :)
UsuńJa czytam cały czas. Już mam powoli dość, więc czytam jeszcze więcej, aby w ostatnie dni przed szkołą nie musieć już czytać nic ;P tak, jestem dziwna :)
UsuńJa już się nastawiam też na wrzesień, żeby wszystko ogarnąć. Mam motywację jak diabli, ale zawsze mam, szybko mija ;)
OdpowiedzUsuńPowodzenia, powodzenia :)
Spokojnie, ogarniesz :)
UsuńUbrałaś w słowa, mój drogi Kocie, moją wieczną, lekką paranoję, czy jak też inaczej to określić. Przez rok cały (szkolny, akademicki) zbieram w sobie myśli o tym co będę robić, kiedy w gruncie rzeczy nic już nie będę musiała. Tworzę listę, poszerzam ją, edytuję. A potem przychodzą upragnione wolne dni i okazuje się, że mogąc aż za dużo, w gruncie rzeczy nie robię nic. A może robię, tylko tego nie doceniam? W każdym razie zaczynam z utęsknieniem wypatrywać pożółkłych liści i dźwięku dzwonka... tylko po to, żeby zacząć marzyć o tym wszystkim, co zrobię w wolnym czasie. I tak koło się zamyka.
OdpowiedzUsuńBo człowiek to taka nienasycona bestia. Zawsze pragnie czegoś, czego w danej chwili mieć nie może. I dlatego rozdrabniany się na przeszłość i przyszłość, zamiast skupić się na teraźniejszości...
UsuńNo ja też za tą bieganiną trochę tęsknię. Wszytko jest wtedy jakieś uporządkowane, nie ma się czasu na jego marnotrawienie.
OdpowiedzUsuńA co do zakupu biletów. Zobaczę czy mój troll mode będzie włączony, czy też nie. ;)
Zauważyłam że zawsze korzystamy z okazji na tracenie czasu... Dlatego sytuacje, które nie dają nam takiej okazji są potrzebne :)
UsuńTaki trolling byłby super ;P
Jeśli dobrze pójdzie to klasa maturalna to będą dla mnie wakacje ;) teraz jestem pogodzona z brakiem czasu.
OdpowiedzUsuńOjj, nie chciałabyś żebym miała coś załatwić w urzędzie ;P krzyk, płacz i zgrzytanie zębami ^.^
Twój post uświadomił mi że skończyłam szkołę, skończyłam studia i zaraz będę musiała wejść w totalną dorosłość, pełną pracy, obowiązków, i braku racjonalnych pomysłów na siebie bo zawsze będzie "coś dla kogoś". To straszne, chciałabym odmłodnieć, cofnąć się w czasie i znów cieszyć tą szkolną bieganiną pełną niezaplanowanego planowania, pełną pracowitego lenistwa i pełną chwil z ukochanymi książkami na które coraz mniej czasu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
To mi przypomina fakt, że żaden przedszkolak nie docenia leżakowania, a potem jest za późno :)
Usuńja tam wbrew całemu psioczeniu na szkołę uważam, że ona daje niesamowite poczucie psychicznego bezpieczeństwa. kiedy człowiek dostaje wolne 2 miesiące (w moim przypadku już 4 miesiące), kiedy człowiek ma być odpowiedzialny za ten czas, to dzieje się coś strasznego - bo albo przeleży ten czas do góry brzuchem, będąc pasożytem. albo zaharuje się tak, że ledwo będzie miał siły rozpocząć kolejny rok szkolny. natomiast szkoła - plan zajęć, nauka - wypełnia Ci te wolno latające myśli i mimo wszystko bywa przydatna.
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki, żeby wiedza Ci z głowy nie ulatywała. :)
Tak, coś w tym jest. Często ludzie nie potrafią sobie odpowiednio zorganizować czasu i nawet sobie nie zdają sprawy jak to dobrze, że jest instytucja, która robi to za nich
UsuńJa mam mnóstwo motywacji i pozytywnego nastawienia na szkołę. Póki co. Zresztą wrzesień zaczynam tygodniowym obozem naukowym na drugim końcu Polski, więc to taka sensu stricto szkoła nie będzie. ;) Szczerze mówiąc, to jestem trochę zestresowana, ale zdanie mam niemalże identyczne co ty. Uwielbiam działać pod presją czasu. Działać przede wszystkim!
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że są ludzie, dla których opierdzielanie się nie jest najwyższą wartością ;P
UsuńNie ma się czym stresować, będzie fajnie ;)
rzeczywiscie, ciekawy punkt widzenia! ja zawsze, do ostatniego momentu nie chcialam wypuscic wakacji i isc do szkoly, a potem sie okazywalo, ze nie jest tak zle, wrecz calkiem fajnie, a 2 dni w tygodniu wystarcza na regeneracje sil... i okazuje sie, ze da sie zdawac na czs! :)
OdpowiedzUsuńStrach ma wielkie oczy O_O ^.^
UsuńZ tym człowiekiem to jest tak, że nigdy mu nie odpowiada jego obecne położenie. Nie ma czasu - narzeka, dużo czasu - nie dobrze. Paranoja.
OdpowiedzUsuńAle za ten czas na oglądanie filmów w wakacje, to ja jestem ogromnie wdzięczna;) W roku szkolnym tyle nie oglądam, więc niech trwają jeszcze długo, bo mam sporo do nadrobienia;)
Pozdrawiam, Donna
Ja zrobiłam sobie w czerwcu piękną listę filmów, gier itp., ale nie uwzględniłam tego, ile czasu zajmą mi przygotowania do pisania pracy ;/
UsuńNadrobię przed maturą, gdy już nie będę miała się czym martwić ;D
Jesteś tak zorganizowana, że ja jestem przekonana, iż ze wszystkim zdążysz na czas bez problemu. Tylko bez spiny. Najgorzej jest się denerwować, wykonuj wszystko metodycznie, nie zastanawiając się nad końcem, czy terminami - a okaże się, że zostanie Ci wiele wolnego czasu. I tak masz rację, rozmyślanie jest najgorzej, lepiej działać i się nie zastanawiać - może faktycznie brak czasu sprawi, że nie będziesz mieć poczucia jego niedostatku. Ironia losu.
OdpowiedzUsuńW odniesieniu do końcówki przypomniał mi się często używany dialog:
,,- Rozmawiasz ze sobą?
- No tak, przecież muszę pogadać z kimś na poziomie" xD
Wiem, spokój i skrupulatność jest najważniejsza. Dlatego podzieliłam materiał tak, aby nie robić wszystkiego na raz i mieć czas na refleksję i odpoczynek. Praca ma mieć do 15 stron i składać się z trzech "części" i mam czas do 10 grudnia. Jedna 5-stronicowa część na miesiąc to aż nadto, więc wszystko musi pięknie wyjść ;)
UsuńA co końcówki. Są sytuacje, kiedy jest to jedyna możliwość popełnienia inteligentnej dyskusji. Np. w szkołe ;D
Ile ja bym dała, by być chociaż w małym stopniu tak zorganizowana, jak Ty! Jakoś kompletnie nie potrafię planować i często przez to dostaję w kość.
OdpowiedzUsuńKońcówka rozłożyła mnie na łopatki ^^
A ile ja bym dała, żeby przez chwilę nie być tak zorganizowana... Takie planowanie i konieczność synchronizowania swoich planów z widzimisię innych osób bywa męczące. Z kolei jak czegoś nie jestem pewna to jestem chora. Od dziecka tak mam ;]
UsuńCzasami naprawdę łapię się na tym, że kłócę się ze sobą ;P
Racja, z jednej strony wakacje są przyjemne i każdy na nie czeka, ale potem ta... błogość i brak jakichś sensowniejszych obowiązków dobijają.
OdpowiedzUsuńJa teraz całymi dniami myślę jak to będzie w nowej szkole, jacy będą nauczyciele, czy będzie dużo nauki... a potem karcę sama siebie i myślę "ciesz się tą końcówką wakacji, bo potem będziesz za nimi tęsknić". Innymi słowy: tak źle i tak nie dobrze ;)
Tak więc cieszmy się końcówką wakacji ale gdy wszystkie liście na drzewach zżółkną, nie zapomnijmy powzdychać także nad tym zjawiskiem. Najlepsze podejście to zdecydowanie pozytywne nastawienie do wszystkiego. Siedzenie przed komputerem cały dzień? W porządku! Nauka, spotkania ze znajomymi i wszelkie przygody, jakie się z tym łączą? Jeszcze lepiej!
Szkoda, że nie każdy ma takie nastawienie ;)
Pozdrawiam,
Lina
http://zchmurki.blogspot.com/
Dziękuję za bardzo pozytywny komentarz! Podobnie jak Ty, chcę wycisnąć to, co najlepsze w tego ostatniego tygodnia odpoczynku i nacieszyć się nim ;D
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się nową szkołą, uwierz, że będzie fajnie ^^