![]() |
| Tylko tyle z nich zostało. Na szczęście... |
Jestem osobą, która uwielbia otaczać się pięknem. Zauważać
piękno. Oddychać pięknem. W moim świecie ważne jest to, jak wygląda
przyrządzany przeze mnie posiłek, w jakim stanie jest moja garderoba, co
ozdabia mój pokój, czyniąc go przy tym przestrzenią zupełnie niefunkcjonalną.
Szybko wpadam w zachwyt, swoją nieposkromioną dziecięcą radością budzę w
nieznajomych niepokój. Pamiętam bardzo dużo – błahe rozmowy, budynki, śmiech,
promienie słoneczne dokładnie prześwietlające drzewa. Pamiętam nocne niebo i marzenia.
Pamiętam spojrzenia, żarty, osoby widziane w autobusach, osoby stojące pod
pomnikami, osoby krążące wśród grobów.
Kiedy widzę kwitnące maki, które szturmem wdarły się na nowo otwartą autostradę, pragnę na zawsze posiąść cały urok tego świata. Na zawsze
móc mieć przed oczami te maki… Lubię robić zdjęcia. Zapisywać w pamięci
telefonu chwile wyjątkowe, wyjątkowo szczęśliwe, wyjątkowo udane. Zauważyłam
jednak, że po pewnym czasie chwile zapisane w cyfrowym formacie tracą swoją
wartość. Stają się zwyczajne, to je zabija. I nawet instagramowy filtr, tak
pięknie odrealniający publikowane fotografie, na niewiele się zdaje.
Co sprawia, że wspomnienia są piękne? Ich nieuchwytność?
Plastyczność? To, że nachodzą mnie prawie jak Prousta w najmniej oczekiwanych momentach?
Uwielbiam swoje reminiscencje, choć muszę przyznać, że bywają złośliwe. Każą
się wzruszać i rozrywają serce nieistniejącą i bezpodstawną tęsknotą.
Napełniają żalem pierwszej próby, pytają „dlaczego?”. Ale też sprawiają, że
chcę celebrować, być lepsza, kultywować własną tradycję i dbać o własne
świętości. Płakać, stojąc przed budyniem dawnego gimnazjum, nerwowo chichotać...
Nie udało mi się sfotografować maków. Spóźniłam się, bo cały
czas mniej lub bardziej świadomie odkładałam to na później. Cieszę się,
ponieważ dzięki temu kwiaty miały okazję umrzeć śmiercią naturalną, nie
zamordowałam ich zbyt intensywną eksploatacją.
Jedynym wyjściem z sytuacji, jeśli już uchwycimy w kadrze moment bardziej magiczny w swojej przemijalności, jest zapominanie o zdjęciach.
Jak wiewiórka, to zabawne, fakt. Możliwość „odkrycia” zdjęć jest trochę jak
dostawanie się w głąb swojej pamięci. Ale wydaje mi się, że przypominanie sobie
samej reprezentacji wizualnej sytuacji jest upośledzone i przereklamowane. Wolę
zapachy, smaki. Niektóre wywołują mnie do konkretne skojarzenia już od
dzieciństwa. Porzeczkowa landrynka to Zielona Góra. Zapach siana to wieczory
spędzone na łące z książką. Zapach jeziora to pierwsze wyjazdy na wczasy z
dziadkami. Lawenda i jaśmin to pierwsze, absolutnie magiczne zajęcia jogi.
Zamrażacz do stłuczeń - pierwsze treningi i zawody. Tyle wspomnień...
Na szczęście świat jest pełen porzeczkowych landrynek, a
maki zakwitną jeszcze nie raz i nie dwa. Tyle pięknych rzeczy będę mogła
jeszcze zobaczyć. O tylu pięknych rzeczach będę mogła zapomnieć na zawsze. Tyle
symboli straci swoją wartość, tyle błahostek stanie się kluczami do mojego
umysłu.
Odejdźcie piękne maki… Do zobaczenia za rok!

Maki- znak wakacji...Codziennie widzę je, idąc przez tory na dworzec. Maki kochają tory. Moje są białe- najpierw były czerwone, ale potem wypłowiały aż do idealnej bieli. Nawet nie próbuje im robić zdjęć, ponieważ fotografuję tylko rzeczy błahe, śmieszne albo dla uczczenia czegoś (żebym zapamiętała datę, w końcu po coś się wyświetla przy zdjęciu). Żeby fotografować piękno trzeba mieć do tego oko, trzeba to po prostu czuć. Takie tam fotki rzucone do neta to stanowczo nie jest to, to nie jest miejsce dla piękna. W ogóle natura uwięziona w sztucznym wytworze człowieka nie za bardzo pasuje, gryzie się to. Już lepiej zapamiętać białe maki we własnej głowie, zrobić im ,,zdjęcie" oczami i mieć nadzieję, że za rok znowu się pojawią...
OdpowiedzUsuńTak! Dziś obędzie się między nami bez polemiki :D
UsuńMoje na szczęście nie wypłowiały. W zasadzie nigdy nie widziałam białych maków :D
A ja nie lubię robić zdjęć. Zabija to nie tylko wspomnienie po czasie, ale chyba już w chwili robienia zdjęcia. Jadąc na rowerze i podziwiając czerwone maki wolę podziwiać je przez chwilę i pozwolić im zostać z tyłu. Niestety jestem też bardzo sentymentalna, jednak nie przez zdjęcia. Zapachy, smaki - jak najbardziej! Cukierek o smaku grzanego wina (i ogólnie zapach, tata czasem robi grzańca) przypomina mi Gdańsk... Tak się cieszę, że niedługo tam wrócę :)
OdpowiedzUsuńDlatego i ja czasem odpuszczam obfotografowywanie wszystkiego :)
UsuńJa lubię robić zdjęcia, ale niestety teraz nie mam nawet za bardzo jak - ech. Za to i tak nic nie pobije samego widoku "na żywo" czegoś, co mi się spodoba - szczególnie kiedy to będzie całkiem nowe, odkryte przeze mnie, miejsce :)
OdpowiedzUsuńMi wystarcza telefon, toteż zawsze mam jak :D
UsuńNo tak, prawdziwe wrażania, szczególnie te pierwsze, są najlepsze :D
Też uwielbiam robić zdjęcia, mimo, że fotograf ze mnie żaden. Na wsi pięknych widoków nie brakuje, także korzystam z tego na całego :)
OdpowiedzUsuńHigh five!
UsuńA jak dla mnie piękno jest jak najbardziej relatywne, dla mnie brzydota bywa najwyższym pięknem, bo jest ciekawa, wzbudza emocje...ale właśnie w relatywizmie tkwi klucz, ile ludzi, tyle sposobów jego odczuwania. I to jest wspaniałe.
OdpowiedzUsuńA ja zdjęć nie lubię robić. Teraz, będąc w Indiach zmuszałem się trochę do tego, bo siostra prosiła...ale jestem beztalenciem wizualnym. Ja widzę dźwiękiem i muzyką jak na muzyka właśnie przystało, ale chętnie podziwiam pracę innych jednak:)
A wiesz, że ponoć zmysłem wspomnień jest...zapach? I ma to uzasadnienie biologiczne, jako jedyny zmysł nie jest filtrowany przez nasz mózg, trafia bezpośrednio w korę mózgu odpowiedzialną za wspomnienia i emocje. Niestety, zapachu nie zatrzymamy jak widoku zdjęciem:)
No tak, relatywizm rządzi ;)
UsuńCo do tych neurologicznych zagadnień sprawa wygląda tak, że wszystkie ssaki, z wyjątkiem naczelnych, mają płaty węchowe, dzięki którym np. psy mają taki świetny węch. Powonienie człowieka jest upośledzone, narządem węchu jest jedynie opuszka węchowa i nerw węchowy, który idzie bezpośrednio do mózgu właśnie :)
Lubię robić zdjęcia, ale jakoś nie mam czasu. A może nie chcę go mieć? Nieważne. Zamiast zdjęć wole zapachy, smaki - jak Ty. Zdjęcia o nie to samo. Zdjecie to klatka zmknieta na papierze. Wspomienia to nie klatka, to setki minut, czy sekund, to coś więcej.
OdpowiedzUsuńAle w sumie jedna klatka potrafi wywołać prawdziwą lawinę wspomnień - oczywiście jeśli jej uprzednio nie zamordowaliśmy zwykłością :)
UsuńOczywiście, że tak! Czasami nawet trudno sobie coś przypomnieć bez takiej klatki.
Usuń