18 komentarzy:

  1. Hej, już można dotykać książki bezkarnie :D chyba chodziło o to, że jeszcze nie mieli tam "porządku"...
    A chętnie przeczytałabym ten egzemplarz "Jeśli...", o którym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, to by wiele wyjaśniało ^^
      Tak, ten egzemplarz czyni całą powieść jeszcze lepszą!

      Usuń
  2. Poczułam się jak w mojej bibliotece szkolnej...Po prostu tam nie chodzę, nie ma bata. Bibliotekarce ząb wpadł do kawy jak tam byłam ostatnio. Z sufitu. Książki są zamknięte w jakiejś mega metalowej półce w osobnym pomieszczeniu, jakby były więźniami. Patrzą na ciebie wilkiem i naliczają gigantyczne kary.
    Na szczęście jest jeszcze sieć bibliotek miejskich do których wystarczy mieć jedną tylko kartę, i to załatwia całą sprawę. Na moim osiedlu biblioteka jest stara jak świat, brzydka i zaniedbana, ale pracują tam bardzo sympatyczne panie-bliźniaczki które niezwykle cieszy fakt, że wypożyczam lektury tylko bez opracowania...
    Co do fantów z książek- mi się najlepsze trafiały we własnym domu. Wypracowanie mamy z liceum, z ocena pięć i żadnymi błędami- kurcze, chciałabym tak pisać!- było chyba w Żeromskim. List z czasów akademickich z podziękowaniem za udostępnienie kawalerki- do podziękowań słownych była dołączona właśnie książka, więc list został w książce. Oprócz tego mnóstwo zakładek, rysunków taty, zdjęć przyjaciół i znajomych w ciuchach z lat 80-dziesiątych oraz dedykacje. W jednej książce było podziękowanie dla wujka, który w czasie komuny ocalił ową książkę przed spaleniem., Bo była niepoprawna politycznie... Więc w innej okładce została uratowana i jakimś cudem znalazła się w naszym domu. Owego wujka nie znamy, nie wiem kto to był... Mam czasami wrażenie, że książki próbują mi opowiedzieć wszystko co działo się z nimi od chwili kupienia, wszystkie ich przygody. Więc nigdy nie wyjmuję zakładek z książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tez jest taka sieć, to jest mega spoko i daje od razu dostęp do zbiorów naukowych itp.
      Moja szkolna biblioteka jest super! Pani bibliotekarka zapisała mnie nawet w systemie jako Kiwaczka :D
      W domowych książkach też mi się zdarza znajdować notatki itp. chociaż to raczej w tomikach poezji...
      Co do niepoprawnych politycznie książek to mam w domu "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego z drugiego obiegu :D

      Usuń
  3. Mam cudowna biblioteke szkolną- wielki strych szpitala z 1915 roku. Baajka. Oddzielona od świata zewnętrznego masą schodów, z małymi okienkami na wysokości chyba z piątego piętra w otaczajacych szkołę blokach. Widać stamtąd całą Bydgoszcz, bo moja szkoła jest na wzgórzu. Ksiażki stoja poupychane na drewnianych regałach gdzie sie da... Niechętnie wpuszczaja tam ludzi, bo uczniowie kradna :(( ale mi ufają, bo długo pomagałam bibliotekarkom w pracy, więc mogę włazić w wąskie alejki... No i dużo nowosci, bibliotekarki kupują wszystko, co im wpadnie w ręce, takie panie starszej daty, żyjące w swojej enklawie na szczycie świata :) Oraz książki bardzo stare, przedwojenne, pisane gotykiem, obcojęzyczne, kolekcja ksiażek polskich pisanych w jednej z odmian hiszpańskiego (nie wiem, jak się ta "gwara" nazywa), całą kolekcja "Der Spiegel" od lat 70... To naprawdę bajka :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Korzystam tylko ze szkolnej biblioteki, innym mówię stanowcze NIE. :) Oczywiście podczas olimpiady, kiedy musiałam korzystać z biblioteki wojewódzkiej, robiłam to - jednak w poczuciem, że ktoś (bibliotekarka) obserwuje mnie lub nawet dyszy mi w kark. Nie potrafię cieszyć się książką z biblioteki; treść takowej nie trafia do mnie w pełnym wymiarze (a przynajmniej tak mi się wydaje), zapach mnie drażni i boję się, że coś w książce popsuję (ach, moje destrukcyjne zdolności!). Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że czuję niechęć do książek z biblioteki.
    Nie jest to kwestia stopnia ich zużycia czy też starości, bo mam w domu książki naprawdę stare; niektóre kartki aż rwą się w rękach. Po prostu wiem, że książka z biblioteki nie jest MOJA. A do czego jak do czego, ale do książek się przywiązuję bardzo... W ogóle nie lubię pożyczać książek. Mam stałe grono znajomych, z którymi czasem wymieniam się literaturą, ale wówczas i tak drżę o to, czy dany egzemplarz do mnie wróci. Chwilowo jestem na dobrej drodze do zapełnienia swoimi książkami piątego regału, więc prawdopodobnie kiedy będę już "na swoim", przeznaczę jeden pokój na prywatną bibliotekę. Oby! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prywatna biblioteczka była kiedyś moim marzeniem, teraz jakoś mi odpuszcza...
      Dla mnie obce książki są 1000 razy lepsze, niż np. obcy ludzie. Mogę z całą pewnością uznać, że lubię je. To właśnie moje własne książki są zwykle bez duszy - przeczytane raz czy dwa, odłożone na półkę, zakurzone :)

      Usuń
  5. Nie polecam wypożyczać kryminałów w bibliotekach. Kiedyś wypożyczyłem sobie jakąś powieść Marka Krajewskiego. Zacieram łapki, otwieram pierwszą stronę i ... widzę komentarz napisany kolorowym długopisem - "To ona zabiła". Nawet nie chciałem dalej czytać :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, jaki spoiler!
      Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo dawno żadnego kryminału nie czytałam ;D

      Usuń
  6. Kiedyś, gdzieś czytałam taki artykuł, w którym autor zachęcał właśnie do takiego "żywego" czytania, tzn. robienia notatek, podkreślania, zaznaczania itp., dzięki czemu kolejni czytelnicy będą mogli poznać też cząstkę nas samych. Sama nie korzystam z bibliotek, głównie dlatego, że mają bardzo ubogie zbiory. Poza tym chyba za bardzo kocham zapach świeżutkiej książki prosto z księgarni... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś dla mnie ten zapach jest zdecydowanie przereklamowany ;)

      Usuń
  7. Kocham, kocham, kocham biblioteki! Od małego... Moja mama jest z zawodu nauczycielem-bibliotekarzem, więc to mówi samo przez się :D Tylko w gimnazjum moja szkolna jakoś mnie odrzucała, ale wytrwale pisałam do niej recenzje. Wizyta w Wypożyczalni Głównej w moim mieście też nie nastraja mnie pozytywnie, ale jest tam tak duży wybór, że jakoś się zmuszam ;) Inne filie są świetne. Sama nie cierpię robić notatek i bardzo dbam o książki, ale nie mam problemu z czytaniem starej, wyświechtanej, pomazanej książki. Właśnie te uwielbiam :)
    .,, ale najmilej jest otworzyć książkę i znaleźć karteczkę: "Miłego czytania!" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. awwww wiele bym dała, by znaleźć kiedyś taką karteczkę! :D

      Usuń
  8. Ja w sumie zaczęłam odwiedzać biblioteki ze względów finansowych, wcześniej wolałam je kupować, ale cóż - nie narzekam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, bezpłatność to też duży plus bibliotek :)

      Usuń
  9. Sama dawno nie byłam w żadnej bibliotece. I fakt, czasem można natrafić na książkach, szczególnie starych, ich interpretacje napisane przez kogoś ołówkiem, co bardzo pomaga w odbiorze książki. Jednak często miałam pecha i prędzej trafiałam na narysowane przez kogoś, i to długopisem, męskie przyrodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha od gimnazjum nie znalazłam w żadnej książce takiego śladu po poprzednich czytelnikach :D

      Usuń