Choć wydaje nam się, chce nam się wydawać, że jest zupełnie
inaczej. Więc wypychamy sobie kieszenie, czas i głowy bzdurami, następnie
powielamy je, prosimy o więcej i możemy coraz mniej.
Ograniczenie czasu. Doskwiera mi ostatnio dość mocno. Albo
nie, tak mi się tylko wydaje, bo od maja w ogóle się w moim życiu nie
pojawiało. W międzyczasie nauczyłam
się nadmiarowy czas wytracać, tak aby
mi nie przeszkadzał, nie zaburzał spokoju. No to teraz próbuję się tego oduczyć. Zredukować ilość
informacji, na których mi nie zależy i czynności, które nie są istotne ani
niczego nie wnoszą. Zostawić wartości dodane. Zostawić to, co dobre, ważne i
warte zachodu. Odizolować się od umysłowego i kulturowego junk foodu, nawet
jeśli taki jest pyszny i łatwo dostępny. Nawet jeśli czas się tak ładnie do
niego klei i przestaje sprawiać kłopot pytanie, co robić.
Ograniczenia sprawiają, że trzeba szukać rozwiązań. Stanowią
wyzwanie i trzeba wykazać się inicjatywą i dobrą wolą, by je podjąć. Wzbudzają
kreatywność. Wymuszają porządek i poszukiwanie równowagi. Każą oszczędzać
energię, więc finalnie wykorzystywać ją mądrzej.
Nielimitowane wszystko
zubaża mi świat. Zbyt duża ilość możliwości po pewnym czasie zachęca do
podejmowania złych wyborów.
Mam chyba teraz zbyt mało czasu, aby nie dawać rady.
Nie-dawanie-rady to słodkie bagno, które czasem mnie kusi, bo zdarza mu się
brzmieć ładnie i obiecywać, że będę pisać fajne wiersze.
Stopniowo nabieram rozpędu, tworzę swoje własne procedury i
staram się pamiętać o wszystkim, co najważniejsze. Cały czas zadaję sobie
pytanie, jak to możliwe, że w liceum potrafiłam wstać za piętnaście siódma i za
dziesięć ósma być w szkole, wyspana, umalowana, najedzona, czasem nawet z
rozdziałem książki dalej lub powtórzonym tematem na biologię. Byłam mistrzynią
zarządzania czasem, energią i zasobami poznawczymi. Patrzę na to z zazdrością i
wykreślam to, co niezauważone wkradło się gdzieś między mnie a czas.
Brak komentarzy: