Taka sytuacja. Czwartkowe popołudnie, może niedzielny wieczór.
Leżymy. Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy, może coś planujemy… Chwila
milczenia. Bezwiednie chwytam za telefon. Myślę o tym, że od godziny nie
sprawdziłam maila, że przeoczyłam trzy powiadomienia na insta, że może ktoś do mnie napisał i czeka na odpowiedź. Jestem
przekonana, że muszę to wszystko
sprawdzić, odświeżyć, odpowiedzieć na co trzeba…
- Znów odzywa się twoje uzależnienie? – pyta.
- Jakie uzależnienie, wcale nie jestem od tego uzależniona!
Nie jestem uzależniona od niczego!
- Tak, tak… Uzależniona!
- Przestań! Już odkładam, okeej?
Jeśli przenosicie część swojego życia do internetu, warto
mieć na uwadze to, że sporo się zmieni. Nie chodzi o to, że bloger, vloger czy
inny twórca internetowy nie potrafi wytrzymać dnia bez włączania kompa ani
wyjść z domu bez telefonu. Na swoim przykładzie widzę, że o tym się po prostu
przestaje myśleć. Że nie zastanawia się nad tym, czy telefon jest, bo zawsze
jest ani nad tym, czy potrzeba sprawdzić pocztę, fejsa, bloggera, cokolwiek, bo zawsze jest na to dobry moment!
Z tym, że okazuje się, że właśnie nie zawsze… Bo można zwyczajnie
wyjść na gbura, zachować się niemiło i kogoś urazić… Przez swoje niezbyt zdrowe
przyzwyczajenie.
Słyszeliście o FOMO?
Czy Fear of Missing Out coś wam mówi? To – uwaga, uwaga – psychologiczne zaburzenie przebadane
przez Andrew Przybyskiego. Dotknięci nim ludzie odczuwają przymus ciągłego
sprawdzania, co dzieje się w internecie. To obawa, że coś nas ominie, że o
czymś się nie dowiemy. Oto jest właśnie mechanizm, który każe mi wyciągać
mój zdezelowany telefon zaraz po przebudzeniu i na chwilę przed pójściem spać, w
trakcie jedzenia, spaceru, nauki, spotkania.
Z drugiej strony –
czy to w ogóle dziwne? Skoro mamy możliwość utrzymywania stałego kontaktu z ludźmi
oddalonymi od nas o kilometry, doglądania swojej działalności, jaką niewątpliwie
jest blog, kanał na YouTubie czy fanpage na Facebooku, czemu mielibyśmy z niej
nie korzystać i nazywać ją uzależnieniem lub zaburzeniem?
I znów odzywa się potrzeba odnalezienia złotego środka. Bo fajnie jest mieć świadomość tego, że jesteśmy już przystosowani do rzeczywistości, w której żyjemy. Jeszcze fajniej jest umieć z tego przystosowania korzystać, rozwijać swoje talenty, tworzyć w oparciu o to, co daje nam codzienność. Ale trzeba mieć również świadomość naszych ułomności – tego, że ciężko jest nam osiągnąć stan pełnego skupienia nad wykonywaną czynnością. Tego, że trudności sprawia nam wyszukiwanie informacji w zwykłym, ciągłym tekście – bez punków, pogrubień, odnośników, ilustracji. Wydaje mi się, że nasza przewaga – przewaga ludzi, który do internetu wkroczyli, zaznawszy wcześniej innego świata – powinna polegać na
umiejętności łączenia cech ludzi
żyjących w Internecie i poza nim. Nie wolno nam zapominać, jak pisze się przy
pomocy długopisu i kartki, jak wykonywać działania na dużych liczbach bez
pomocy kalkulatora, jak posługiwać się encyklopedią, jak zapamiętywać zarówno duże ilości informacji, jak i listę rzeczy, które mamy kupić i … jak mówić - bez skrótów, emotikon, niepotrzebnych zapożyczeń, rażących błędów!
Szczere Kocisko
![]() |
| Ałć! |

ooo, widzę, że znalazłam kolejnego dobrego bloga w sieci. ;) od której może tak tylko troszeczkę uzależniona jestem, ale nie na tyle, by nie móc wyłączyć się na kilka dni. ;) powiadomienia i maile nie uciekną, na wszystko można odpisać później, a chwilami z przyjaciółmi trzeba cieszyć się, gdy są i nie przerywać ich ciągłym sprawdzaniem co się dzieje w sieci. ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam.
http://poprostumadusia.blogspot.com/
To widzę, że jeszcze zdrowo :)
UsuńTak trzymać :)
Ciężko żyć bez telefonu, a z nim jeszce ciężej! Nie zauważamy na ile spraw facebook zamyka nam oczy...
OdpowiedzUsuńNo dokładnie :D
UsuńChoć w sumie od potrafi też na wiele spraw otworzyć oczy... W każdym razie nie można ukryć, że zmienia nieco naszą percepcję...
Jestem chyba ostatnią osobą, która nie ma w telefonie dostępu do internetu i nie chcę tego zmieniać. Facebook-owe uzależnienie mam już dawno za sobą. Wiadomości z kraju czy ze świata nie interesują mnie aż tak bardzo, by nieustannie sprawdzać co nowego. Jestem żywym przykładem na to, że bez internetu czy telefonu da się żyć.
OdpowiedzUsuńW takim razie masz u mnie propsy :D
UsuńMój telefon chyba nawet nie wie, że jest coś takiego jak Internet :D Właśnie mija mu czwarty rok użytkowania, ale to nieśmiertelna Nokia, więc chyba do dziesiątki dociągnie!
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie żyć z dostępem do Internetu. To, że w chwili obecnej siedzę na blogu świadczy, że nie przeżywam swojego życia. Że mam chwilowy zastój, źle się czuję, pokłóciłam się z kimś albo znajomi mnie olali. Jednym słowem, ma doła. Gdybym żyła naprawdę, własnie szłabym na spacer, spotykała się z przyjaciółmi albo siedziała na jakiś zajęciach dodatkowych. Internet kojarzy mi się z rutyną, szkołą (bo głównie szkolne sprawy w nim załatwiam), z tym wszystkim od czego uciekam. Tydzień w górach bez kontaktu ze światem- dla mnie wymarzony sposób na spędzanie czasu. A prowadzę bloga od dwóch lat!
Ma ten świat swoje plusy, ale wolałabym teraz siedzieć na dworcu i kończyć rysunek. Niestety, w jednej sprawie już się uzależniłam od laptopa, a dokładniej w rysowaniu i pisaniu. Mogę to robić ręcznie, ale szalenie pociągają mnie możliwości które daje digital. Kocham rysować, robię to właściwie non stop, no i te cyfrowe są takie śliczne! A żeby tworzyć takie cudeńka...Co najmniej godzina dziennie przed kompem. Plus druga godzina na pisanie- komputerowe mniej męczy palce, nadążam za myślami, nie zajmuję tyle miejsca...No i ma przyszłość. Jak będę dorosła, nikt mi nie będzie przepisywał książek na komputer, muszę je tworzyć od razu tutaj. Piszę tez ręcznie, nie umiałabym napisać wiersza na komputerze, ale ręczne pisanie powieści zakrawa na szaleństwo.
Przed Internetem, komputerami nie uciekniemy, ale rzeczywiście, ciągłe siedzenie ,,na komórce" to straszne chamstwo i pokazywanie rozmówcy, że jesteś nim znudzony i masz gdzieś jego zdanie. Mojej kumpeli na spotkania muszę rekwirować komórkę, bo inaczej szlak mnie trafia i mam ochotę rzucić tych wszystkich beznadziejnych ludzi i iść- no pewnie, że na dworzec... Narkomani i bezdomni chociaż nie świecą mi w oczy tymi komórkami.
Ej, ale przecież masz dostęp do internetu... Inaczej by Cię tu nie było.
UsuńWydaje mi się, że internet to nic innego, jak narzędzie ułatwiające PRAWDZIWE życie. Nie coś, co generuje sztuczne... No może z kilkoma wyjątkami :P
Gdyby nie internet nie miałabym jak utrzymywać kontaktu w wieloma ludźmi, na których mi zależy a z jakich powodów, nie możemy się widywać. Gdyby nie internet nie znałabym połowy zespołów, które słucham, bo nie lubię mainstreamu i lubię wyszukiwać nieznane perełki. Gdyby nie internet nie miałabym dostępu np. do archiwalnych zbiorów Biblioteki Narodowej, nie miałabym większości ubrań, nie wiedziałabym praktycznie nic o świecie poza moim podwórkiem - podróże kosztują, a łącze jest stosunkowo tanie :P
Hehe, czy sugerujesz, że jestem szurnięta? XD Bo ja.... choć nie obawiam się, że coś mnie ominie, to i tak zaglądam do internetu.. Przez cały czas XD
OdpowiedzUsuńNath... Wszyscy jesteśmy szurnięci :D
UsuńKiedy rozwaliłam swojego malutkiego smartfonika i musiałam posiłkować się starym Sony Ericssonem, to FOMO nie występowało u mnie. Naprawdę. Z internetem miałam łączność jedynie na kompie i wyszło mi to na zdrowie. A potem dostałam nowy telefon... Ech :D
OdpowiedzUsuńJak ładnie zauważyłaś, ta przypadłość w dużej części mierze zależy od możliwości. I chyba póki ich brak, nie sprawdziła, że czujemy się źle i dziwnie, to jest ok ;)
UsuńO, ciekawy problem poruszyłaś :)
OdpowiedzUsuńW dzisiejszych czasach większość ludzi ma właśnie FOMO.
JA pamiętam jak rok temu załozyłam facebooka... Boże, co się działo.
Naszczeście w najmniej oczekiwanym momencie popsuł się i komputer i telefon i jakoś tak odzwyczaiłam się :)
trzymaj się :)
Ja za to korzystam z portali społecznościowych od wielu lat i ma to swoje stałe miejsce w mojej codziennej rutynie... Ale nie narzekam, bo wiedzę, ile daje mi to możliwości! :D
UsuńWygląda na to, że ja również jestem uzależniona. :) Czasami gdy nie sprawdzę, co nowego, po prostu jak najszybciej chcę to nadrobić. Ale nie sądzę, że jest w tym coś dziwnego, albo można to nazwać chorobą, może małym uzależnieniem.. W dzisiejszych czasach to chyba normalne, że chcemy być na bieżąco, a skoro technologie nam w tym pomagają, to czemu nie. Przy tym nie zapominam jak się pisze, a nawet piszę bardzo dużo, bo mimo że technika odgrywa dużą rolę, to ja piszę jeszcze listy i pocztówki. :)
OdpowiedzUsuńPatrzę na to w bardzo podobny sposób :)
UsuńNiestety ja epistolografii nie uprawiam, bo w sumie nie mam z kim ;P
Mimo, że niby jestem uzależniona od Internetów, to jakoś FOMO się nie czuję. To znaczy staram się nie przegapić chociażby najświeższych informacji odnośnie moich ulubionych zespołów, to chociażby to, co tam wyczyniają moi "znajomi" na Twarzoksiążce, średnio mnie obchodzi :)
OdpowiedzUsuńNie no chyba wyczyny znajomych też są dla mnie najmniej ważne ;P za to już ich reakcje na moją aktywność wolę na bierząco śledzić ;)
UsuńA ja o dziwo nie mam z tym problemu - Facebooka w telefonie mam tylko po to, żeby nie tracić kasy na SMSy i nawet nigdy go nie sprawdzam. Na resztę portali wchodzę ew. na koszmarnie nudnych lekcjach, ale przy znajomych tego nie robię. Na szczęście :D
OdpowiedzUsuńZazdroszczę :D
Usuń