A mimo to, czasami sobie do nich wracam. Dzięki tym podróżom, często sentymentalnym, mogę mam szansę odkryć coś naprawdę ciekawego.W końcu okazja na ponowne odkrycie zapomnianych rejonów swojego umysłu nie nadarza się często, ale wiecie… bywa różnie. Bo rzeczywiście, czasami coś jest się w stanie obronić – jakieś szczególnie udane sformułowanie, jakaś myśl; zdarza się nawet, że próbę czasu przechodzi cały twór. A jeśli nie? Może wystarczy tylko coś odświeżyć? Przemyśleć raz jeszcze i stworzyć na nowo? W najgorszym wypadku wyrzucić w cholerę. Choć tego nie polecam.
Jakkolwiek uwielbiam palić za
sobą mosty i robię to z niemalże perwersyjną przyjemnością, która podparta jest
myślą, że hej, oto właśnie muszę opuścić swoją bezpieczną strefę i nie ma, że
się boję, nie znoszę zaprzeczania swojej przeszłości. Dobra, pewnych rzeczy
lepiej nie wywlekać i nie afiszować się nimi, ale wyśmiewanie tego, kim się
było i co się myślało te „x” lat temu jest po prostu głupie! Bo to też byłeś
ty. Tak jak w tym momencie. I tak jak za dziesięć lat. I za dwadzieścia. Bo zmieniamy
się cały czas, pozostając przy tym sobą!
Uwaga, użyję teraz naprawdę wyświechtanego
motywu: wyobraź sobie, że człowiek ulepiony jest z gliny(nie wnikajmy w to, przez
kogo, ale sugerowałabym, że przez nas samych).
A teraz połącz to z platońską metaforą pamięci – woskową tabliczką, na której rylcem odciskają się tak zwane przedmioty pamięci. Ja to widzę tak – jesteśmy sobie plastycznymi formami, być może projektami swoich przyszłych pomników, i wiele rzeczy zostawia na nas swoje piętno: doświadczenia, znajomości, przemyślenia, momenty pozornego oświecenia, tragedie... i oczywiście masa innych rzeczy, których z szacunku dla twojego czasu nie będę już wymieniać. Pozostając cały czas tym samym projektem, tracimy różne elementy, które pierwotnie były integralną częścią nas. W ich miejsce pojawiają się kolejne. I byłoby świetnie, gdyby te kolejne zawsze były lepsze, od wcześniejszych, ale nie będziemy się teraz nad tym zastanawiać, to byłoby zdecydowanie zbyt zawile, prawda? Z czasem ta nasza glina twardnieje i może stworzyć albo spójną postać o określonych cechach charakterystycznych, albo osła, na którego już nijak nie można wpłynąć. Chyba częściej to drugie. Nieważne.
A teraz połącz to z platońską metaforą pamięci – woskową tabliczką, na której rylcem odciskają się tak zwane przedmioty pamięci. Ja to widzę tak – jesteśmy sobie plastycznymi formami, być może projektami swoich przyszłych pomników, i wiele rzeczy zostawia na nas swoje piętno: doświadczenia, znajomości, przemyślenia, momenty pozornego oświecenia, tragedie... i oczywiście masa innych rzeczy, których z szacunku dla twojego czasu nie będę już wymieniać. Pozostając cały czas tym samym projektem, tracimy różne elementy, które pierwotnie były integralną częścią nas. W ich miejsce pojawiają się kolejne. I byłoby świetnie, gdyby te kolejne zawsze były lepsze, od wcześniejszych, ale nie będziemy się teraz nad tym zastanawiać, to byłoby zdecydowanie zbyt zawile, prawda? Z czasem ta nasza glina twardnieje i może stworzyć albo spójną postać o określonych cechach charakterystycznych, albo osła, na którego już nijak nie można wpłynąć. Chyba częściej to drugie. Nieważne.
Do czego zmierzam? Ilekroć
przeszukuję swoje archiwalne teksty, nieopublikowane wiersze, czy inne twory i trafię na jakiś, który oceniam szczególnie źle, cieszę się. Myślę, uff, jak dobrze, że mam to za sobą. Bo to oznacza
progres. To, że widzę, co nadawało się do zmiany, co już zmieniłam, co jestem w
stanie jeszcze zmienić. Spojrzeć na siebie z perspektywy czasu to trochę tak, jakby
spojrzeć na siebie oczami osoby trzeciej…
Lubię być z siebie zadowolona, jak każdy,
ale to niebezpieczny stan. Pławiąc się w zachwycie nad sobą niezwykle łatwo coś
zgubić i w krótkim czasie stać się swoim jedynym fanem. Nigdy nie chciałabym
żyć w pięknej bajce o swoim domniemanym talencie. Jestem takim trochę rzemieślnikiem. Bardzo początkującym rzemieślnikiem. Cały czas szukam siebie i formy, choćby tymczasowej, wokół której mogłabym
tworzyć. Bo jestem zdecydowana – CHCĘ TWORZYĆ! BĘDĘ TWORZYĆ! TWORZĘ! (Ale najpierw wyłączę caps lock…)
Szczere Kocisko

Idea z tabliczką bardzo mi się podoba, ale rozwinęłabym to trochę. Rozumiem, że chodzi o to iż choćby nie wiadomo co odcisnęło się na naszej tabliczce, w dalszym ciągu jest ona tabliczką, nie zmienia się, powiedzmy, w świecę. Ale przecież mogą się zdarzyć w naszym życiu takie rzeczy, tak wielki odcisk może pojawić się na naszej tabliczce że przypiłuje ją, przygniecie i stanie się ona- świecą. I nie będziemy już tacy sami jak na początku. Jakieś szczątkowe cechy pozostaną, ale stłamszone. Tak się działo np. z ludźmi którzy przeżyli wojnę albo dotkniętymi jakąś ideologią. W normalnych warunkach ten pan siedziałby w biurze i pisał na maszynie. Ale kiedy jego kraj został napadnięty, nagle wyciągnął karabin i zaczął strzelać do ludzi. To kompletnie zmieniło tą jego tabliczkę- wielu ludzi po wojnie nie umiało się odnaleźć, nie umiało wrócić do normalnego życia. Wielu mimo wszystko wierzyło w dawną ideologię która już runęła, tak bardzo byli przez nią zmienieni.
OdpowiedzUsuńNas na szczęście to nie dotyczy, żyjemy w czasach jeszcze w miarę spokojnych i w swoim spokojnym świecie ale też możemy paść ofiara wydarzenia które nasza tabliczkę mocno przeprogramuje. Nie widzę nic dziwnego w nieakceptowani siebie dawnego, w śmianiu się ze swoich dawnych poglądów. Lepiej śmiać się niż płakać nad tym, jaki kiedyś byłem głupi i jak zmarnowałem sobie życie.
Ale takie nieakceptowanie dawnego siebie, może być albo ukrytym deprecjonowaniem swojej osoby także w czasie teraźniejszym, albo próbą zdjęcia z siebie odpowiedzialności za dawne błędy. Żadna z tych rzeczy nie jest fajna. Uczmy się siebie lubić i tolerować z całym dobrodziejstwem inwentarza, wliczając w to też swoją przeszłość...
UsuńJeśli mamy się z kogoś śmiać, śmiejmy się z dawnych siebie :) Lubię przeglądać swoje stare pamiętniki, które są kopalnią mojej 'tfurczości' - zarówno pseudoliterackiej, jak i plastycznej. Z pobłażliwym uśmiechem patrzę na wciskane na siłę rymy, suchary w komiksach i błędy w anatomii i cieniowaniu (tego i tak nie umiem dobrze do dziś). Fajnie jest!
OdpowiedzUsuńO kurczaczki, powoli staram się kompletować bibliografię na OLiJP, a 99% książek nie ma w żadnej bibliotece u mnie. Warszawo, nadciągam... Mam pytanko... myślisz, że dobrym pomysłem jest rozmowa z ludźmi teatru, skoro mam chrapkę na tę specjalizację?
Tak, to bardzo dobry pomysł! Szczególnie jeśli masz już upatrzony konkretny temat - ludzie ze środowiska mogą poradzić Ci, z której strony go ugryźć i na co zwrócić uwagę :)
Usuń