20 komentarzy:

  1. Kocie, jak widać nie tylko ja wiąż kręcę się wokół OLiJP! :D
    Uzgodniłam ze swoim polonistą, że w tym roku to ja aktywnie przygotowuję ochotników, o ile tacy się u nas znajdą. Udzielam się aktywnie na forum olimpiadowym i - kurczę, nie wierzę, że to piszę - zazdroszczę dziewczynom, że biorą w tym udział! Poszłabym jeszcze raz, mimo tych wszystkich nieprzespanych nocy, trzech segregatorów z kserówkami i wyzwisk rzucanych pod adresem przedstawicieli romantyzmu. Było super, szczególnie trzeci etap był świetny! Chociaż i tak uważam, że w tym roku tematy nie są tak interesujące, jak w NASZYM. ;)
    W ogóle muszę to skomentować - no muszę! - że KG miał do końca czerwca podać bibliografie i opracowanie do wszystkich tematów pierwszego etapu; wciąż nie dodano nic o historycznoliterackim Różewiczu. Typowy KG. Finalistki pozdrawiają <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha KG jak zawsze na czas <3
      Rozumiem, że mogę liczyć na kilka słów od Bogini, jeśli przyjdzie mi pisać przewodnik po OLiJP'ie :D

      Usuń
    2. Pewnie, nawet więcej niż kilka :D

      Usuń
  2. No raczej, wakacje to jest właśnie najlepszy czas żeby się uczyć, zwłaszcza tego co NAS interesuje. Nie wyobrażam sobie spać do południa i marnować dzień na seriale i kwejka, no po prostu nie. Ta "nauka" to czysta przyjemność przecież, bo nic nie muszę, tylko chcę. Wakacje są cudowne. Kiedy będę miała czas na taką naukę? Przeciez nie w roku szkolnym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! I z jednej strony to budujące, że młodzi ludzie CHCĄ się uczyć, a drugiej to smutne, jak wypaczone jest szkolnictwo i jak mija się ze swoim celem...

      Usuń
  3. Szkoła przestała być dla mnie złem koniecznym w momencie gdy znalazłem dla siebie miejsce w jej murach. Min. jestem redaktorem naczelnym szkolnej gazetki, gram w szkolnym zespole i kilka innych ciekawych rzeczy, które sprawiają, że czuję się odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu :) Warto poszukać w swojej szkole jakiejś przestrzeni, w której się odnajdujesz lub czujesz się swobodnie. Dzięki temu łatwiej przychodzi poranne wstawanie i mobilizacja do nauki. Takie jest moje już trzyletnie doświadczenie :) wcześniej szkoła była mordęgą, a teraz z uśmiechem na twarzy paraduję po jej korytarzach - najważniejsze jest DOBRE nastwienie! Dobry wpis - już od jakiegoś czasu tu zaglądam i chyba się rozgoszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogę powiedzieć, że nie lubię chodzić do szkoły! Lubię - głowie ze względu na nauczycieli, to trochę dziwne, ale tak jest :) niestety okazuje się, że w swoim liceum nie znalazłam dla siebie żadnej takiej niszy i muszę się zadowolić byciem ewenementem - pół humanem, pół ścisłownem :)
      Na wielu przykładach zauważyłam też, że funkcja w szkole nie robi dobrze uczniowi. Taki samorząd to się trochę odrywa od rzeczywistości ;)

      Usuń
  4. Czytałabym. Gdyż w następującym roku zamierzam zmierzyć się z olimpiadą i ostatecznie ustalić, czy powinnam dalej kształcić się w kierunku jezyka polskiego, czy historii. Dwie miłości mojego życia, i co wybrać? Olimpiada zadecyduje.

    ja nie umiem uczyć się w wakacje. Po prostu nie umiem uczyć się łatwo, mam kiepską pamieć, każdą bzdurę muszę wkuwać. Więc nie ma co liczyć, że coś dla przyjemności przeczytam i zapamiętam. Czytam ciekawostki historyczne, rozprawy historyczne, trochę klasyki literatury... Ale zostanie i tak pustka, no cóż. Nawet przeczytanie słownika mi nic nie pomoże.
    Ba, nawet wiedzę o gitarach, moim hobby, muszę sobie powtarzać. :P
    Ale myślę, że jak mnie strach przyciśnie pod koniec wakacji...

    Moje szkoły jak na razie, wypaczyły mi tylko wiedzę fizyczną. Interesuje mnie nawet ten temat, co z tego, skoro lekcje fizyki to był cyrk na kółkach.
    Ale np. do języka polskiego zachęciła mnie własna polonistka, tak samo do historii.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, bardzo się cieszę, że spodobał Ci się mój pomysł! :)
      Może podchodzisz do uczenia się od złej strony? Kolorowe notatki, coś?
      Inspirujące polonistki rządzą <3

      Usuń
  5. Oczywiście, przewodnik po Olimpiadzie z Polaka będzie cennym materiałem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie szkoła, czy nauka w niej, to głównie godziny spędzone nad rzeczami, których nie potrafiłam pojąć i wieczne wymagania, że "mogło być lepiej" - co z tego że uczyłam się praktycznie non stop. Dlatego zdecydowanie za nią nie tęsknię, tym bardziej że perspektywa testu gimnazjalnego przeraża mnie okropnie (nie chcę nawet myśleć co będzie przed maturą...). Szkoła? Stres, złość, smutek, brak wiary w siebie... chyba nie o to chodziło moim nauczycielom, wierzę że mieli dobre chęci, ale... cóż. Nie chciałabym powiedzieć, że wszystko w niej jest złe - bo wielbię moją polonistkę, tak na przykład - ale zdecydowanie mam z nią więcej złych niż dobrych skojarzeń.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, to przykre! Może warto zacząć od rzeczy, na która masz wpływ - nauczycieli nie pozmieniasz, ale może spróbuj uwierzyć w siebie i wartość stojącą za czasem, który wkładasz w naukę :)

      Usuń
  7. W szkole jest mi się łatwiej uczyć, bo wszyscy inni to robią, mam nauczyciela przed sobą i wytyczne, gdzie zacząć, gdzie skończyć. Natomiast edukacja w domu uczy samozaparcia i tym bardziej jestem z niej dumna, im mniej chce mi się wstać rano w środku wakacji (a tylko przed południem umiem pracować). Myślę, że z liceum wyciągam więcej wiedzy (a obecnie uczę się już tylko tego, co mnie interesuje), ale z domu więcej praktycznych umiejętności takich jak zdolność do skupienia, wytrwałość, dążenie do celu. Kompletna zmiana myślenia od "ktoś mi mówi, czego potrzebuję" po "ja robię to, co chcę". To jest przyjemne. Chociaż uwielbiam moją szkołę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dość niezła równowaga w korzystaniu z dobrodziejstw szkoły i nauki w domowym zaciszu. Fajnie! W sumie też nie mogę się skarżyć na brak tej równowagi, ale wiem, że niektórym ludziom trudno ją znaleźć ;)

      Usuń
  8. Jak dla mnie trudno w ogóle określić czym jest nauka. Czy liczy się czytanie porządnej literatury, oglądanie klasyki filmowej dla zwykłej przyjemności, czy w ogóle coś czego nie wykuwamy na pamięć liczy się za naukę? Przez szkołę przyzwyczaiłam się, że nauka to te ciemne i ciche godziny zakreślania ołówkiem kolejnych linijek i powtarzanie ich w nieskończoność, aż do totalnego zapamiętania. Tymczasem mi o wiele lepiej uczy się przez używanie czynne danych terminów czy zagadnień.
    Dlatego wszystko czytam po kilka razy :) Np. w te wakacje przeczytałam dwa słowniki motywów literackich. Mogłam sobie porównać co który ma do zaoferowania i jednocześnie niektóre hasła przeczytać po dwa razy. A jakby co i tak wszystkie motywy są w ,,Małej apokalipsie" :D
    Z chęcią bym przeczytała poradnik do olimpiady, bo biorę w niej udział w tym roku, ostatni dzwonek, druga klasa liceum! To taka moja mała duma, bo mnie jedyną polonistka wytypowała sama do olimpiady, więc nie mogę jej teraz zawalić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, to chyba nigdy się niczego nie uczyłam... W sensie te ciche i ciemne godziny w ołówkiem i kuciem są dla mnie abstrakcją :D
      Okej, grono czytelników-olimpijczyków rośnie, cieszę się niezmiernie! Super, bo mogę zacząć przygotowywać ten wpis :)

      Usuń
  9. Cóż, wakacje dają mi czas na rozwój. Fizyczny - na rowerze, w górach, na kajakach itp, intelektualny oraz znajomości (o ile znajomi nie powyjeżdżają wszyscy w jednym czasie). No i wreszcie mam czas pokończyć robótki... :D O szkole zaczynam powoli myśleć...

    Kocisko, ja Ci normalnie ołtarzyk postawię! Olijp kusi tematem o teatrze i chciałam Cię jakoś delikatnie wypytać o to, co i jak, a Ty sama wychodzisz z inicjatywą :D jestem za! Obiema rencyma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, naprawdę mega mnie cieszy odzew w tej sprawie! <3

      Znam problem wszystkich znajomych wyjeżdżających w jednym momencie :P

      Usuń