Znacie to
uczucie, kiedy w jednej chwili chcielibyście przyswoić WSZYTSKO? Znać wszystkie
książki, które warto (tak mówią) znać, obejrzeć wszystkie filmy, o których mówi
się „klasyk”. Rozpoznawać wszystkich aktorów i reżyserów, mieć historię sztuki
w małym palcu jednej ręki, a historię filozofii – drugiej? No, ja tak mam cały
czas. I ilekroć mam przed sobą perspektywę jakiegoś dłuższego okresu
bezużyteczności (czyt. wakacji) planuję, czego to ja nie obejrzę, czego to ja
nie nadrobię. Potem to jakoś tak dziwnie mija, a ja dalej chcę tak gonić
króliczka zwanego kulturalnym obyciem.
Bo przecież
nikt nie chce tylko kiwać główką, kiedy w towarzystwie mówi się o tym, co
działo się na oskarowej gali, nikt nie chce narażać się na śmieszność myląc Ala
Pacino z Alem Capone (naprawdę przeuroczy autentyk). Nikt nie chce być mniej obeznany. A w szczególności nie ja.
Ale zauważam
– na całe szczęście, że zauważam – że jest to strasznie snobistyczne podejście
do tematu. Bo powiedzmy sobie szczerze, niewiele ma ono wspólnego z
autentycznym pragnieniem wiedzy. Czasami ma, ale wtedy nie tak łatwo jest sobie
odpuścić.
Taka
potrzeba, aby wiedzieć coś, bo wypada, nie różni się wiele od innych tego
typu potrzeb, mających na celu poprawę naszego wizerunku. Tak, właściwie jest
tańsza i bardziej rozwijająca od kupowania sobie drogich gadżecików i picia
Perriera, Vossa i innych drogich wód (nie wódek), których nazwy znam, lecz budzi to moje leciutkie zażenowanie.
Tylko właściwie po co to wszystko? I czemu w wieku tych osiemnastu, dziewiętnastu lat? Czasami
mnie to atakuje i zupełnie wciąga, każe marzyć o tym, że wiem już tak dużo i
znam się na wszystkim, że nie mam już czego się dowiadywać. I że mam wszystko,
apartament urządzony w skandynawskim stylu, czerwony domek na fiordzie, iPhone
6, Fjällräven Kånken, że ubieram się co najmniej w Mohito i tak spisuję to
wszystko, i już nie wiem, co należałoby dodać, bo na świecie jest przecież tyle
pięknych rzeczy, o których mogłabym
marzyć…
Ale w jakim celu? Bo kurczę, nie wiem. Jednak widzę granice. Potrafię stwierdzić, co
jest mi potrzebne, a co jest zbytkiem. Potrafię dowiedzieć się czegoś i lubię
poszerzać swoje horyzonty, staram się to robić regularnie i z sukcesami.
Potrafię właśnie pisać o tym, że wiem, i że snobizm, i że to takie
niepotrzebne. I zrozumieć, że osoby, które podziwiam: za wiedzę, za sposób, w
jaki żyją, za decyzje, które podejmują, za to, jaką kreują wokół siebie rzeczywistość, a wreszcie - za to, jakimi rzeczami się otaczają, są ode mnie przeciętnie o te dziesięć lat starsze. Tylko czemu mną ciągle
targają takie chcenia?
Brak komentarzy: