Zauważyłam,
że coraz częściej zdarza mi się grzęznąć we własnej perspektywie. Okazuje się,
że oceniam świat, swoją przyszłość a także reakcje i uczucia innych osób, przez
pryzmat tego, w jakich układach jestem dziś ze swoimi udami, podbródkiem i
karnacją. Spektrum jest duże. Od pewności, że ze wszystkim sobie poradzę, a moje
życie będzie od razu wyglądać tak, jak chciałabym, aby wyglądało, przez
przekonanie, że ciężką pracą da się dużo wskórać i genialne pomysły, że lotto i
miliony monet (ale hej, już nie gram!), aż do poczucia, że po co w ogóle się w
to bawić, że szczęśliwa będę tylko, kiedy okaże się, że mam przed sobą jeszcze
kilka lat w liceum lub, jeszcze lepiej, gimnazjum, a na to szanse są marne.
Jestem
zmuszona, nawet w ramach wakacyjnych
rozrywek, robić rzeczy, których nie
znoszę, które się w moim wykonaniu zawsze kończą frustracją, stresem, nieprawdopodobnymi
worami pod oczami. Organizować. Rezerwować hotele. Szukać połączeń. Kupować
bilety. Gorsze byłoby tylko pobieranie krwi a i to wkrótce powinno mnie czekać,
bo coś od dawna jest nie tak. Choć akurat krwotoki zniknęły wraz ze szkołą.
Albo inaczej – wraz ze sprawdzianami. I
olimpiadą. I takimi tam.
Staram
się zachować mimo to w miarę trzeźwy
ogląd i nie odlatywać w panikę więcej niż te cztery razy w tygodniu i
odklejanie się od siebie to chyba najskuteczniejsza metoda.
Odkleić się
można na wiele sposobów.
Na przykład,
przyklejając się do kogoś innego. Lub czegoś. Tekstu kultury. Dobrego kawałka
dobrego tekstu kultury.
Można też uciec samotnie do innego miasta, w
którym nikt się po tobie niczego nie spodziewa, więc możesz być kim chcesz,
możesz przetestować te „ja możliwe”, z którymi masz problem z naturalnym
środowisku.
Można iść
przez miasto i krzyczeć przez megafon do ludzi na ulicach i czuć się bardzo
dobrze i bardzo inaczej, bo wchodzisz w rolę, więc nic nie obchodzi cię, co
ktoś pomyśli, to przecież nie ty.
Można sobie
wychodzić z siebie i stawać obok, można sobie wchodzić w role i nie zastanawiać
się, można to robić na wiele, wiele sposobów, które mogę zaprowadzić na różne
ścieżki i przynosić odmienne skutki.
Problem z
tym, że się wraca. I dalej się nie może nic napisać. I dalej bolą oczy i nie
idzie czytać. Dalej się myśli o tym, że kiedy przyjdą kolejne ważne maile i o
tym, że jeszcze tyle rzeczy trzeba będzie załatwić. Dalej chciałoby się tak
wiele i trzeba odraczać, odraczać, odraczać.
If you want to be unhappy, be self-centered.
If you want others to be unhappy, be self-centered.

Brak komentarzy: