Całkiem
przypadkowo – bo zwykle nie oglądam telewizji – trafiłam wczoraj na debatę na
temat młodych Polaków, ich perspektyw, emigracji i… tego, jak zatrzymać ten
niecny proceder.
I tutaj
ciśnie mi się na usta jedna odpowiedź – zamknąć granice.
Ups, to nie
ta odpowiedź. Chodziło mi o inną. Nie
zatrzymywać.
Bo emigracja
to nie tylko ucieczka za chlebem, godnym życiem, zasiłkiem, czy czymkolwiek. To
także głód wiedzy, chęć poznawania innych kultur, znalezienia swojego miejsca
na świecie, pragnienie wykształcenia się w dziedzinie, która nas interesuje –
nie ukrywajmy, w Polsce o niektórych naukach jeszcze niewiele się wie albo niewiele się z nimi robi i nie ma jeszcze zaplecza, które pozwoliłoby
na ich rozwój. Wiedzę trzeba skądś wziąć. I o ile jakoś nie dziwi nas to, że dawniej uczony to był ten, który jeździł po świecie i
pobierał nauki na najlepszych uniwersytetach, a potem, jeśli chciał i mógł,
wracał do ojczyzny, teraz widzimy problem w emigracji i kłócimy się w telewizji
o to, jak ją zatrzymać.
Skupiam się
tu oczywiście na ludziach, którzy wyjeżdżają z kraju głównie po to, by się
kształcić, nie tych, których sytuacja zmusiła do wyjazdu. Wybaczcie, osobiście nie znam
takich.
I sądzę, że
jeśli ludzie wyjeżdżają, opuszczają swoją strefę komfortu, rzeczywistość, którą
znają i która, choć daleka od perfekcji, jest oswojona i w jakiś sposób bezpieczna,
to świadczy o ich ambicji, inicjatywie, marzeniach i celach. Wydaje mi się, że
ambicja i marzenia zasługują na pochwałę.
Jest w tym,
co piszę jakiś ładunek emocjonalny, bo sama chciałabym wyjechać. Marzę o tym, aby po licencjacie mieć możliwość wyjazdu do Norwegii, aby tam
kontynuować naukę w tej dziedzinie, która jest moją pasją, która mnie fascynuje
i która większości osób w Polsce nie kojarzy się z niczym i jest tylko
dziwnym słowem, którego nie potrafią wymówić.
Jeśli
okazałoby się, że stać mnie na spełnienie tego marzenia (to bardzo drogie
marzenie, choć edukacja w Norwegii jest bezpłatna i z miejsca starałabym się
podjąć tam jakąś pracę) i że daję tam radę, otrzymuję dyplom, zaczynam
działalność naukową i udaje mi się do czegoś dojść – nie chodzi mi tutaj
koniecznie o dorobienie się, tylko o
osiągnięcie czegoś dla nauki – bardzo chciałabym przenieść to osiągnięcie na polski
grunt. Pozostaje pytanie, czy Polska chciałaby mi w tym pomóc, czy chciałaby mi
to umożliwić. Nie znam się jeszcze na tym, nie wiem także, jak sprawa ta będzie
wyglądać za sześć lat, za siedem, za dziesięć.
Brak komentarzy: