Pesymistyczne i trudne w odbiorze
dzieła Samuela Becketta – najbardziej znanego przedstawiciela teatru absurdu, a
także jednego z jego twórców – nie należą do kanonu lektur szkolnych i pewnie
należeć nie będą, stąd młodzi ludzie, często niezainteresowani teatrem, nie
mają styczności z jego twórczością. Jednak uczniom II Liceum Ogólnokształcącego
nadarzyła się okazja, aby w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie
Wielkopolskim obejrzeć spektakl składający się z czterech jednoaktówek Becketta
połączonych w skomplikowaną, jednak dość logiczną całość. „Akt bez słów”,
„Komedia”, „Ostatnia taśma Krappa” i „Oddech” – oto części składowe zaledwie
70-minutowego przedstawienia w reżyserii Krzysztofa Prusa.
Zanim kurtyna zdążyła się
podnieść, a światła zgasnąć, zostały nam przybliżone: fabuła spektaklu i krótka
charakterystyka twórczości autora. Być może ten zabieg miał na celu ułatwić
widzowi odbiór, umożliwić mu skupienie się nad przesłaniem sztuki, zamiast
tracić czas na rozszyfrowywanie dosłownego znaczenia tego, co widzi. Jednak
sądzę, że zdradzono nam zbyt dużo. Nikt przecież nie sięga po streszczenie tuż
przed otwarciem książki.
Po tym drażniącym rozpoczęciu,
nastąpiła… bolesna jednoaktówka. Jednakże
nie dla widowni, ale dla Jarosława Książka, czyli wrzuconego na scenę
mężczyzny, bohatera „Aktu bez słów”. I choć na początku gesty aktora były dość
przerysowane i powodowały śmiech, to kończący pierwszą część sztuki obraz
obłędu bohatera budził najprawdziwsze dreszcze.
„Komedia” odegrana przez Beatę
Chorążykiewicz, Annę Łaniewską i Leszka Perłowskiego okazała się – moim zdaniem
– najciekawszą częścią spektaklu. Odróżniała się od reszty przedstawionych
jednoaktówek zamieszaniem, chaosem i dynamiką wywołaną przez jednoczesne
wypowiadanie przez aktorów kwestii. Ten chaos w sferze werbalnej skontrastowany
został minimalistyczną oprawą wizualną. W centralnej części sceny znajdowały
się trzy tuby – groby samobójców, ponad które wystawały jedynie głowy aktorów,
ich twarze umalowane były – jak na nieboszczyków przystało – na biało. Scenę
spowijał mrok, snop światła padał jedynie na głowy aktorów, gdy ci opowiadali
swoją historię. Jedną historię ujętą z trzech punktów widzenia. Monologi
bohaterów przywodziły na myśl wiersz Wisławy Szymborskiej „Na wieży Babel”.
Zabawne, do jakiej tragedii może doprowadzić niezrozumienie…
Trzecia część przez wielu widzów
została uznana za najważniejszą. Obecny na scenie cały czas rekwizyt, okazał
się maleńkim pokojem, niemalże klatką, w której zamknięty był tytułowy Krapp
zagrany przez Romana Kłosowskiego z okazji 60-lecia jego pracy scenicznej.
Aktor nie wprawiał widzów w zachwyt swoim głosem, wdziękiem ani ruchem
scenicznym, ale nie takie było jego zadanie. Tu zachwycała autentyczność. W
głosie bohatera brzmiał najprawdziwszy żal, momentami nawet złość. Złość na
siebie, dawnego siebie, na podjęte w przeszłości decyzje, na młodzieńczą
głupotę. Na koniec „pokój” Krappa zaczął się kręcić, jednak nie samoistnie.
Wprawiali go w ruch pozostali aktorzy. Ten prosty zabieg stanowił też metaforę,
podkreślił część wspólną wszystkich elementów spektaklu – zagubienie człowieka
i jego bierność wobec świata. Nastąpił czas na „Oddech” – 35 sekund, podczas
których nie stało się nic, jednak widzowie nie mogli się znudzić – głośne
kwilenie dziecka wprowadzało pewien niepokój. Kiedy na koniec, po raz kolejny
na scenie pojawił się mężczyzna z „Aktu bez słów”, klamra się zamknęła. Znów
pomysł reżysera wydobył ze sztuki dodatkowe znaczenie.
Kiedy przychodzi do oceny
końcowej, ciężko określić, o czym wypadałoby napisać.
Kompilacja dramatów Becketta obyła się bez niepotrzebnych fajerwerków. Reżyser,
scenograf, jak i aktorzy postawili na minimalizm, jednak przy wyjściu z teatru
nie odczuwało się niedosytu. Wręcz przeciwnie, spektakl skłania do refleksji i
nie pozwala przejść koło niego obojętnie.
Szczere Kocisko
Hm ...
OdpowiedzUsuńNa swoje usprawiedliwienie dodam, że szkolne, że pierwsza recenzja, że wstawione z braku laku :) także, rozumiem Twoje "hmanie" ;D
UsuńUwielbiam teatr. I to, jak piszesz, moglabys cos w gazetach pisac - ja bym poczytala ^-^
OdpowiedzUsuńAwww, strasznie Ci dziękuję ^^
UsuńW gazetach to jeszcze niekoniecznie, ale od czego jest blog :)