Co można robić w niedzielne popołudnie, pomiędzy wizytą u dziadków, dnio-mamowym
wyjściem do kina, a nauką? Zdobywać się na refleksje na temat szkoły i relacji
uczeń-nauczyciel. Tak na marginesie, co bardziej rozgarnięci czytelnicy z
pewnością zauważyli, że edukacja i jej braki to mój najulubieńszy temat. Zapytacie
„Dlaczego? Naprawdę, Kocisko, nie masz nic lepszego do roboty? Musisz tak ciągle
gadać o jednym?”. Niestety lub na szczęście to jest właśnie moja nisza, doniczka, w której
rosnę, no cóż… Ze znajomością ledwie Assassin’s Creeda, nie mogę pisać o grach,
nie maluję paznokci, nie wycinam alpak z papieru, nie hoduję ogórków. Obserwuję.
Pierwsza rzecz, którą udało mi się ostatnio wyłowić, to brak asertywności
nauczycieli wobec uczniów. I nie mówię
tu o jakichś poważnych zachwianiach w funkcjonowaniu szkoły, o dręczeniu
kogokolwiek i innych poważnych problemach, z którymi pewnie styka się na co
dzień wielu ludzi na całym świecie, jak sądzę. Chodzi mi o raczej o uleganie
presji ze strony klasy. Błahe? Nie, jeśli okazuje się, że został miesiąc do
wakacji, a w dzienniku więcej pustych miejsc na oceny, które dopiero mają być
zdobyte, niż samych ocen. Wielu ludzi da
radę się zmobilizować, większość w mojej szkole uznaje to, za sytuację jak
najbardziej normalną, ale… Co, do licha, z systematyką!? Nie, nie chodzi mi o
najstarszą dziedzinę nauk biologicznych, systematyka w tym ujęciu to zło,
musicie to przyznać. Mówię natomiast o systematycznym poznawaniu materiału,
systematycznym sprawdzaniu wiedzy, wreszcie o systematycznym mobilizowaniu
uczniów do podjęcia jakiegokolwiek wysiłku. Nikomu nie wyjdzie na dobre miesiąc
robienia wszystkiego na ostatnią chwilę, harmider i stres. Za jaką cenę? Za
kilka luźnych lekcji, za przekładanie w nieskończoność tego, co i tak trzeba
będzie zrobić?
Drodzy nauczyciele, oprócz dat i pojęć, uczcie też pozytywnych nawyków.
Lekarz nie przełoży sobie terminu wykonania ryzykownej operacji, fryzjer nie
obetnie klientowi włosów na-odwal-się, z tytułu możliwości poprawy. Dobra, dość
przykładów… W każdym razie, moim uczniowskim zdaniem, nauczyciel nie powinien zbyt
często ulegać, bo straci autorytet. A o autorytet i tak trudno! Szkoła
uwydatnia nasze lenistwo, pozwala się mu rozwijać, pęcznieć. Pęczniejemy,
pęczniejemy, w końcu zmieniamy się w pączki w maśle. Nie nauczę się – przecież mam niewykorzystane nieprzygotowanie/
może przełoży/ może ucieknę/ może dam radę ściągać. Skąd w przyszłym
społeczeństwie ma się wziąć jakakolwiek sumienność i pracowitość? Z myślenia,
że jakoś to będzie, że ktoś się nami zaopiekuje?
Boli mnie „równość” w szkołach. Niestety jestem w tym przypadku
bezwzględna. Jestem również bardzo, bardzo, bardzo(!) przeciwna uszczęśliwianiu
kogoś na siłę. Co to znaczy w praktyce? Po prostu, jeśli ktoś nie chce opanować
zagadnienia maglowanego już na wszystkie możliwe sposoby, nie wykazuje żadnego
samozaparcia i determinacji, nie widzę sensu pochylać się nad taką osobą i…
tracić czas tych, który na ten czas zasłużyli swoją pracą. Nie męczy was
wieczne równanie do najgorszych? Ciągłe prezentowanie antyprzykładów, chociażby
w telewizji? Chyba pozostawię was z tym pytaniem.
Szczere Kocisko
ciekawe. tacy "miękcy" (wiem, że mega wstyd,a le musiałąm spojrzeć w słowniku jak się odmienia to słowo, nie uważasz, że to dziwnie brzmi? o.O) nauczyciele zawsze są bardziej lubiani, a wiadomo, że każdy chce być lubiany - tylko stara okrutna chemiczka cieszy się, że klasa jej nienawidzi. wolimy "fajnych" nauczycieli, nie zważając na to, czy to naprawdę dla nas dobre... najlepsi są nauczyciele z powołania, którzy i wzbudzą szacunek i dobrze nauczą - klasa nie będzie miała ochoty "jęczeć", a skorzysta z przedmiotu. takich ludzi niestety mało.
OdpowiedzUsuńTak, bardzo mało... Niestety to nie dotyczy tylko zawodu nauczyciela, zbyt często ludzie pracują w profecji, w której nigdy nie powinni się znaleźć
UsuńTaa, nauczyciele - ja się cieszę, że skończyłam szkołę, Niektórzy nie są asertywni specjalnie, bo muszą pokazać kto tu rządzi. A w praktyce zawsze bywa gorzej :D
OdpowiedzUsuńGdy u nauczyciela asertywność gdzieś ucieka, od razu władzę przejmuje uczeń. Strasznie mnie wkurza w ludziach dookoła to, że wkładają tyle energii w zapewnienie sobie nic-nie-robienia ;(
UsuńJa czasami się aż temu wszystkiemu dziwię.
UsuńWazne, żeby nie dać sobie wejśc na głowę. Niektórzy nie potrafią tego zrobić i potem traktowani są jak "smieci" ... albo boją się uczniów. Paranoja dla mnie.
Wszędzie ludzie sobie na głowę wchodzą, manipulują, wykorzystują. Szkoda gadać, ostatnimi dniami mój idealizm mnie aż wkurza.
UsuńJakoś nie zauważyłam taki nauczycieli u siebie. Zresztą, ja i tak jestem systematyczna sama z siebie i przygotowuję się, robię notatki i takie tam. Może to też zależy od ilości godzin? Nie wiem. Ale faktycznie, takie uczenie jest okropne. to ma być przyszłośc naszego narodu. Dziękuję bardzo.
OdpowiedzUsuńCieszyć się chwilą z umiarem - może tak. Mądre słowa, a jak dawno wypowiedziane i nadal aktualne.
Też jestem systematyczna i nie byłoby problemu gdyby nie to, że u mnie w szkole od początku trymestru jest wiadomo za co będą oceny i w jakiej skali (czy coś będzie na 5 punktów czy na 10 itp.). I wszystkie te zaplanowane oceny muszą być, więc ja nauczyciel nie robi sprawdzianów powiedzmy w marcu i kwietniu to wszystko spada na czerwiec. I właśnie jestem w takiej sytuacji ;(
UsuńOjtam, daj spokoj, w realu nie jestem wcale taka ladna. Anyway, mam tak samo, jestem megazmeczona szkola, caly rok zapierdzialalam na caly regulator, ej :CC
OdpowiedzUsuń