Czy tylko ja rejestruję na każdym
kroku ten powszechny ekshibicjonizm? Zbytnią otwartość wobec innych, brak
wyznaczonych granic w kontaktach międzyludzkich i uznawanie, że póki jesteśmy
młodzi, nic nie jest naprawdę? Chyba znajduję odpowiedź na pytanie, dlaczego
media prezentują sobą to, co prezentują. Mam na myśli między innymi różne,
wymyślne produkcje MTV, szambo królujące na ekranach kin i jakże edukacyjne
treści zawarte w popularnych piosenkach, których i tak nie znam. No cóż, bez
popytu nie ma podaży, to jasne. Pozostaje tylko dowiedzieć się skąd wziął się
ten popyt…
Może to tak, w gruncie rzeczy, nie
bierze się to z niedowartościowania? Kompleksów, nieśmiałości, nieumiejętności pokazania
czegoś prawdziwego. Pewnie też. Jednak w ten sposób zachowałabym się zupełnie
nie w moim stylu. Powiedziałabym, że nasi ekshibicjoniści pokazując za dużo,
chcą ukryć jeszcze więcej. Że parcie na popularność to tylko wołanie o
akceptację, które uskuteczniają biedne ptaszyny z podciętymi skrzydłami. Że tak
naprawdę to są mądre i dobre dzieciaczki. Ale nie. Niestety tak nie myślę. Nie
w takim stopniu. Sądzę, że pierwsze skrzypce gra tu bezmyślność. I to się w
sumie nie musi wykluczać z inteligencją tych ludzi. Ale... to skutecznie usypia
ich móżdżki i zdaje się, rozregulowuje ich system wartości.
Dobrze teraz być pewnym siebie,
walczyć o swoją sprawę, tupać nóżkami i rozpychać się łokciami. To jest właśnie
promowany wzór. I tu muszę się poniekąd zgodzić. Jednak wydaje mi się, że nie
do końca uściślono co znaczy być pewnym siebie. Posługiwać się jakże
oryginalnym i wcale nie wyświechtanym sarkazmem? Przyjmować postawę aroganta,
lekceważyć wartości? Być wszędzie, ze wszystkimi, robić wszystko i jak
najbardziej, wręcz na siłę istnieć. Żeby tylko było słychać, bo słowa innych to
najlepsza pożywka. Nie! Na pewno nie! Osobiście gdybym miała wskazać osobę
pewną siebie, wskazałabym kogoś, kto siedzi cicho, gdy nie ma nic do
powiedzenia, mówi uprzejmie, kiedy pojawia się potrzeba, potrafi obyć się bez
spektakularnego wyskakiwania zewsząd i oferowania się każdemu, bo i tak ma
posłuch.
Najbardziej przejmuję się
nieprzejmowaniem się niczym. Obojętność ludzi wobec spraw elementarnych
sprawia, że zmieniam się we wspominaną już przeze mnie wiele razy maszynkę do
nienawiści. Więc rozumiecie, nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy ktoś lekceważy
to, gdzie jest i jakie zadanie ma do wykonania. Wiadomo, niezwykle łatwo
przybrać postawę roszczeniową, ale na roszczeniach się kończy. Kto teraz chce
również dać coś od siebie? Dotyczy to zarówno szkoły, ocen, pozycji, związków,
rodziny, pracy… Dochodzę powoli do wniosku, że prawdopodobnie jestem skrajnie „niefajna”.
No nic, czasem trzeba.
Szczere Kocisko
zgadzam się :) ale uważam, że nie zawsze ta osoba cicha ma posłuch - na niego trzeba długo, ale to długo pracować i mimo wszystko zapoznać się z towarzystwem, które wtedy jest w stanie zwrócić uwagę na opinię tej cichej osoby ;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, ale w tym przypadku chodziło mi właśnie o te, które sobie zapracowało na posłuch i "pozycję". A w zasadzie o osoby, które są na tyle pewne siebie, że nie muszą rozpaczliwie zabiegać o towarzystwo
UsuńJa staram się nie być "niefajna" ;) i róznie z tym bywa, bo faktycznie, wiele zależy od ludzi wokół.
OdpowiedzUsuńJa chyba nie chcę wypowiadać się odnosnie popytu i jednoczesnie robienia z siebie idiotów... Ludzie wszystko kupią. A inni będą robili z siebie kretynów, żeby się sprzedać... Widać, że wielu ludzi jest zwyczajnie tania.
Fajność zależy od przyjętego wzorca normalności.
UsuńA co do ludzi, ostatnimi dniami moje ulubione powiedzenie to "ha-ha, głupie ludzie"
Ludzie sa pojebani.
OdpowiedzUsuńNo musimy dac rade:)
OdpowiedzUsuń