Staram się przyglądać się sobie z uwagą. Nie mniejszą i nie
większą, niż przyglądam się innym, a przyglądać się lubię. Nie chcę po prostu
przeoczyć czegoś ważnego, nie zauważyć momentu, w którym stanę się, no nie
wiem, hipokrytką, despotką, niefajnym i niedobrym człowiekiem. Ale przeoczam.
Mimo wszystko.
Bo jakimś cudem wydawało mi się, że choć nie jestem osobą
najłatwiejszą w kontaktach, jestem raczej miła, mówię raczej cicho i udaje mi
się być raczej serdeczną. W sensie – jak chcę, to potrafię.
Z tym, że nie. Chyba jestem niemiła.
Kilka dni temu, podczas rozmowy na bieżące – kawiarniane lub
raczej kawiarenkowe tematy, z ust mojej
mamy padło zdanie zaczynające się od „Wiem, że masz złe zdanie o swoim liceum,
ale…” i zgłupiałam. Że kto? Że ja? I złe zdanie o mojej szkole?! Przysięgam, że
gdy to usłyszałam, zeszkliły mi się oczy. I dopytuję, próbuję dowiedzieć się,
skąd w ogóle taki pomysł. I w odpowiedzi dostaję, że przecież tyle razy
narzekałam i krytykowałam, i pisałam – zarówno tu, jak i do szkolnej gazetki –
uszczypliwe teksty. Że tyle ironii i tyle złośliwości, i…
Już sama nie wiem. Z mojej strony wyglądało to inaczej. Jasne,
zauważam wady i błędy, i rzeczy działające nie tak, jak powinny, lub
niedziałające w ogóle, ale nie dla tego, aby wywlec je na wierzch i podkreślić,
jak bardzo czegoś nie lubię. Robię to bardziej z troski o to, co lubię. Bo
jeśli czegoś nie trawie, to po prostu zostawiam to obok, nie rozmawiam na ten
temat, nie dzielę się z innymi swoim brakiem sympatii. Nie czuję potrzeby
poświęcania swojej energii rzeczom, które są jej niewarte.
I nigdy nie próbowałam postępować, biorąc przykład, powiedzmy,
z tego szczególnego rodzaju nauczycieli,
którzy skupiają się jedynie na czyich brakach, tępią i temperują, mając
nadzieję, że uda się im w ten sposób kogokolwiek zmotywować. Ale może
rzeczywiście czasem tak robię?
Przez długi czas ćwiczyłam się we władaniu sarkazmem i ironią
i stosowałam je jako tarczę, która miała mnie chronić w momentach, kiedy nie
czułam się pewnie, kiedy było mi nieswojo i nieprzyjemnie. Czyżbym przywiązała
się do niej na tyle, by nie móc bez niej poprowadzić rozmowy? Czy naprawdę
muszę być złośliwa i uszczypliwa wobec
swoich ulubionych ludzi?
Brak komentarzy: