Dziś trochę od innej strony. Kiedy coś szczególnie
zaskakującego dzieje się w moim życiu lub wręcz przeciwnie – nie dzieje się nic
szczególnego i mam czas na uporządkowanie myśli, przeanalizowanie ostatnich
miesięcy i poupychanie wspomnień i pomysłów do stosownych szufladek, lubię
zadawać sobie pytanie, jak
zareagowałabym, jeśli rok temu ktoś powiedziałby mi, że „to wszystko” tak się
potoczy?
Bo zwykle okazuje się, że odpowiedź brzmi – nie uwierzyłabym, wyśmiałabym informatora z
przyszłości, strzeliłabym facepalm.
Rok temu, już po trzech dniach szkoły, miałam dość i nie
chciałam nawet myśleć o maturze. Rok temu nie wpadłabym na to, że sama zdecyduję,
że pójdę na studia do Torunia. Rok temu miała być przecież Warszawa. Rok temu
miałam na koncie o ponad sześćdziesiąt wierszy mniej. I nie pomyślałabym, że
któryś z tych, niepowstałych jeszcze, wierszy trafi do radia, do kwartalnika
literackiego lub że będę je czytać na turniejach jednego wiersza. I że z
sukcesami. Rok temu nie uwierzyłabym, że matura okaże się tak przyjemną zabawą.
I że tak bardzo pokocham Murakami'ego. Że Tove Jansson całkowicie mną
zawładnie. I tak dalej. Rok temu nie byłabym w stanie przewidzieć prawie
niczego, co stało się w międzyczasie.
Choć właściwie nic się nie zmieniło.
Starym zwyczajem przesiaduję w rogu łóżka i czytam książki
po przebudzeniu i przed snem. Nawyki mi
się praktycznie nie zmieniły. Nieznacznie. I tylko na lepsze.
I wiecie co? Bardzo się z tego cieszę. Że jestem, mimo
wszystko, tą samą osobą. Tylko po kilku aktualizacjach, paru upgrade’ach,
usunięciu kilku bugów i sezonowych przeglądach. Czyli bogatszą o masę książek,
filmów, wystaw i spotkań. O całe morze plotek, zwierzeń i opowieści z dawnych
czasów. O solidną porcję doświadczeń. O tonę inspiracji, które – mam nadzieję –
utkną we mnie na zawsze i przyjdzie czas, że będą drogowskazem i punktem
wyjścia dla mojej przyszłości. O odrobinę zdrowsze spojrzenie na siebie – z
zewnątrz i od wewnątrz. O wielkie plany,
marzenia, nadzieje i tęsknoty.
Ojej, jak mi dobrze!
Brak komentarzy: