Niektórzy mają problem, ponieważ przez całe życie słyszą z
różnych stron – spójrz na nią, radzi
sobie lepiej od ciebie, zobacz jaki on świetny, w porównaniu do nich, wypadasz
nieco blado. Szczęśliwie mnie to ominęło. Tylko że ja znowu nie przepadam
za słuchaniem, że mam na innych nie patrzeć, nie porównywać się, po prostu
robić swoje. Nie żebym nie lubiła robić tego, co do mnie należy. Cały czas robię
to, co do mnie należy, robię to możliwie najsumienniej i z największym zapałem
na jaki mnie w danym momencie stać. Potrzebuję jednak – jak każdy, myślę –
punktów odniesienia. Więc patrzę na innych.
Muszę przyznać, że czasem przybiera to mało zdrowe i
potrzebne formy. Tak, czasami wgapiam się w czyjś podbródek i usilnie próbuję
odnaleźć drugi. Czasem, dla odmiany, szukam odbicia w lustrze, aby porównać,
czy moje nogi przypadkiem nie są grubsze od nóg, tej dziewczyny, która stoi
obok, która co prawda jest szczupła, ale bez przesady. Nie hoduję kompleksów,
lubię siebie i doceniam, porównywanie się z innymi to czysta ciekawość i forma
kontroli, zestawienia swoich subiektywnych odczuć z tymi, które da się jakoś
obiektywnie lub prawie obiektywnie zmierzyć. Poza tym, jeśli jestem w stanie o
tym swobodnie pisać, to chyba znać, że nie traktuję tych porównań zbyt
poważnie.
One nie są krytycznie istotne. Ale bywają przydatne.
Jeślibym, na przykład, podczas finału Olimpiady Literatury i Języka Polskiego,
nie zorientowała się, że moje oczytanie, w porównaniu z innymi olimpijczykami,
było w sumie mizerne, nie uparłabym się, aby nadrobić te braki, i podczas gdy
niektórzy po skończeniu olimpiady byli tak literaturę przesyceni, że odczuwali do
niej wstręt, ja wyrabiałam sobie własny
świat literacki w głowie. I gdybym nie zorientowała się, porównując z innymi,
że choć od dawna uważałam, że interesuję się filozofią, dość słabo poruszałam
się w świecie koncepcji i epok filozoficznych, nie próbowałabym się poprawić, a
teraz nie czułabym się w tej przestrzeni pewnie i nie byłabym niemal
przekonana, że zostanę zwolniona z egzaminu z tego przedmiotu. No, i nie
odkryłabym, że… naprawdę to lubię.
Gdybym nie patrzyła na poczynania innych, to jak organizują
swój czas, co robią, jak pracują, czy pracują nad sobą i czy widać efekty ich
pracy, pewnie nie uznawałabym się za sumienną, konsekwentną, upartą i całkiem
nieźle zorganizowaną.
Nie oszukujmy się, każdy bardzo chciałby móc poznać siebie
tak jak poznaje się innych ludzi. Po to mamy lustra, tak? Po to trzaskamy sobie
selfies i właśnie dlatego lubimy swoje selfies. Dzięki nim mamy okazję uchwycić
się z zewnątrz. Nie tylko spojrzeć na siebie – spojrzeć i zatrzymać. Gdybym
mogła, pozmieniałabym wszystkie swoje zdjęcia z dokumentów na takie właśnie
fotografie.
Jest jeszcze jedna rzecz. Porównując się do innych, śledząc
poczynania ludzi z zewnątrz, czasem bardzo oderwanych od naszej własnej
rzeczywistości ludzi, to znaczy, żyjących inaczej, możemy trochę od nich
nakraść. Jestem twórczą złodziejką na dość dużą skalę i uwielbiam wynajdować
inspiracje, oswajać je, wprowadzać w
życie i nadawać im nową wartość.
Więc jak miałabym nie patrzeć się na innych?
I właśnie – patrzeć się. Patrzeć na siebie poprzez innych?
Brak komentarzy: