Wczoraj, pierwszego dnia nowego roku, prawie się dałam
planom przestraszyć. Wstałam wcześniej, niż
ktokolwiek o zdrowych (acz przytępionych) zmysłach, zajrzałam do kalendarza i
odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że ta pierwsza, niezapisana kartka, mająca być
dla mnie drogowskazem, ułatwieniem w zarządzaniu czasem, bo w końcu there’s only 24 hours and that’s not enough,
patrzy na mnie i drwi. Że co, że jak? Przecież tak rozpaczałam, że tyle
pozostało mi do zrobienia zanim powrócę na uczelnię, a gdy przychodzi co do
czego, nie potrafię przywołać żadnego zadania i wpisać je do wykonania na daną
godzinę? Już chciało mi się robić przykro i myśleć, że bez sensu te wszystkie początki,
postanowienia i świeże starty, w porę na szczęście pomyślałam – nie mogę
pozwolić, by 366 stron w twardej okładce sprawiało, że czuję się gorzej.
Odwołałam plan dnia.
Nie zrozumcie mnie źle, przecież wiadomo, że uwielbiam mieć
plany. Nie być uwiązana planami, unieruchomiona, przyszpilona do dat i godzin,
ale mieć się do czego odnieść. Tworzyć ramy, które później stanowią dla mnie punkt
wyjścia. Szkice, zapewnienia, że wszystko uda się zorganizować, zmieścić,
wykonać i jeszcze znaleźć czas dla siebie. Czas dla siebie? Być może to rodzaj
lenistwa, ale o ile nie znoszę być zaspana i nieogarnięta, uwielbiam z premedytacją
i rozmysłem efektownie zagrzebać się w kołdrze z książką, jeść powoli, długo
zastanawiać się i organizować wokół siebie przestrzeń. Porozciągać się po
przebudzeniu, popatrzeć przez okno. Zajrzeć w głąb siebie, ale nie ukrywajmy,
także na Instagram, Facebook, mail i Snapchat. Wracając, nie każdy dzień wymaga
planu, czasem lepiej, żeby nie miał. Czasem wystarczy plan, który mam gdzieś w
sobie i nie czuję potrzeby częstować nim papieru. Czasem plan nie wymaga
podawania godzin, czasem wystarczy kilka zadań do odhaczenia, a odhaczać
uwielbiam.
Wydaje mi się, że odwołanie planu dnia to dobry znak na nowy
rok. Przy zachowaniu produktywności sugeruje, że moje podejście jest całkiem
zdrowe i właściwe. Jeśli jeszcze wypada sobie czegoś życzyć, życzę sobie, jak
największej ilości dni, których nie będę musiała ciąć w równe plasterki godzin,
a zarazem jak najlepszych planów, napiętego grafiku, energii i siły do
działania. Równowagi. Właściwie, takie życzenia przydadzą się każdemu, więc
mogę wam ich trochę pożyczyć.
Brak komentarzy: